ArchitectureCultureDesignSuccess stories

Nie chodzi o kombinowanie

Zofia Malicka

 

Architekci Piotr Grochowski i Wojciech Kolęda poznali się na studiach. Obaj mieli świadomość, że architektura – choć niezbędna – nie jest ekologiczna i zatruwa środowisko. Dlatego, zamiast dorzucać swoje trzy grosze do tego procesu, postanowili obrać inny kierunek. W dużej mierze skupiają się na rewitalizacjach i przywróceniu do życia istniejących już obiektów.  

 

Zdjęcie: Bartek Barczyk

 

Studio projektowe Piotra i Wojciecha jest częścią Grupy Arche – dewelopera, właściciela sieci hoteli w obiektach zabytkowych w całej Polsce. Rewitalizowane przez nich budynki zdobyły uznanie w licznych konkursach architektonicznych w Polsce i na świecie. Ideą przyświecającą Piotrowi i Wojciechowi przy każdym projekcie, jest szczere podejście do architektury i historii. – Mamy to szczęście, że pracujemy przy obiektach istniejących, nie zawsze zabytkowych, natomiast przeważnie niosących duży ładunek emocjonalny. Projektując, wychodzimy poza mury danego budynku do lokalnych społeczności. Rozmawiamy nie tylko z inwestorami i osobami, które będą nim zarządzać. Obiekt funkcjonuje w społeczności, która być może nie będzie korzystać z niego w sposób komercyjny, ale codziennie będzie ten obiekt widzieć, przechodzić obok niego. Każdy projekt wzbudza emocje, dlatego konsultacje społeczne i wyciąganie z nich wniosków są tak ważne – mówi Piotr Grochowski. 

 

W swoich projektach architekci skupiają się zarówno na funkcjonalności obiektu, jak i na jego odbiorze. Często muszą redukować własne pomysły i kreatywność, aby osiągnąć zamierzony cel, czyli podkreślenie kontekstu i rdzenia danego projektu. Obiekty, nad którymi pracują, zazwyczaj są bardzo duże, dlatego przy ich realizacji często współpracują z innymi architektami i nie tylko. Architekci od dawna stosują zasadę 3R (reduce, reuse, recycle), którą jakiś czas temu poszerzyli o czwarte „R”, czyli rethink, w znaczeniu wymyślania pewnych rzeczy na nowo. – Nie chodzi o kombinowanie i robienie dziwnych transformacji, lecz o myślenie w nieszablonowy sposób. Wszystko da się ponownie wykorzystać, kluczowe jest jednak, aby finalnie nie dodać więcej, niż potrzeba – mówi Wojciech Kolęda. – To dotyczy również samych budynków. Czasami trzeba przeanalizować, czy warto dany obiekt przerabiać. Jest wiele zabytkowych budynków, które zostały przekształcone tak, że patrząc na nie nasuwa się pytanie, czy to jest ekologiczne. Czy nie lepiej osiągnąć ten sam efekt funkcjonalny, stawiając obok prosty, nowy budynek, zamiast zużywać energię na ogromną ingerencję w obiekt zabytkowy  – dodaje Piotr Grochowski. 

 

Architekci uważnie przyglądają się inicjatywom, których celem jest recykling i ponowne wykorzystanie elementów z rozbiórek niszczejących lub nienadających się do użytku obiektów. W Europie działa już kilka takich organizacji. W Polsce podobną działalność prowadzi Fundacja Brda. – Takich organizacji jest coraz więcej, mocno im kibicujemy. Nasza działalność wpisuje się w ich idee. W projekcie Cukrowni w Żninie współpracujący z nami architekci, m.in. główna architekt wnętrz Katarzyna Grochowska czy Przemysław Nowak z biura Mili Młodzi Ludzie, planowali wykorzystanie zastanych elementów i przerabiali je na miejscu, co chociażby ze względu na ograniczenie transportu było ekologicznym rozwiązaniem – mówi Wojciech Kolęda.

 

Zdjęcie: Bartek Barczyk

 

Można też ograniczyć działania rekonstrukcyjne i celowo zostawić niektóre elementy w niedoskonałym stanie. Świetnym przykładem takiego podejścia jest ukończona w 2022 roku rewitalizacja Dworu Uphagena w Gdańsku – kompleksu zabytkowych budynków, na których zachowały się oryginalne tynki. Część z nich odpadała niestety za dotknięciem młoteczka. Z punktu widzenia standardowego inwestora, najlepszym rozwiązaniem byłoby zdjęcie starych tynków i położenie nowych, żeby obiekt wyglądał tak samo, jak w 1800 roku. Piotr i Wojciech zdecydowali się jednak na ekstremalne rozwiązanie i zostawienie tej warstwy, która się trzymała, natomiast miejsca, w których tynk odpadł, uzupełnili nowym. 

 

Według Piotra i Wojciecha największym problemem współczesnej architektury jest nadmiar. Budynki są niczym niezwykle skomplikowane organizmy – projekty rozbudowane do ekstremum, wymagają sztabu ekspertów do realizacji. Rozwiązaniem, które mogłoby zoptymalizować cały proces, jest powrót do upraszczania budynków i tzw. niskich technologii. – Żyjemy w erze high-tech, mamy masę budynków naszpikowanych elektroniką, która w teorii miała wpływać na obniżenie kosztów eksploatacji i aspekty ekologiczne, a efekt jest odwrotny: koszty są coraz większe, ciągle potrzebujemy nowych rozwiązań, napędzamy rynek technologiczny. A wszystko da się zaprojektować w bardziej organiczny sposób – mówi Wojciech Kolęda. Taki właśnie jest jeden z ich projektów, który jeszcze jest przed realizacją – nietypowy, ponieważ nie dotyczy zabytkowej tkanki. Obiekt usytuowany na dziewiczym terenie nad Bugiem, z założenia ma minimalnie ingerować w otoczenie i zostać zbudowany z naturalnych materiałów, które są dostępne w okolicy. Pierwotny pomysł zakładał wykorzystanie ziemi do skonstruowania ścian, problemem jednak okazał się brak wykonawców wyspecjalizowanych w tej dziedzinie. 

 

Zrealizowanie projektu dla Piotra i Wojciecha nie jest równoznaczne z zakończeniem pracy nad nim. – Sprawdzamy jak dany obiekt zachowuje się w użytkowaniu i jaki jest jego odbiór. Przeważnie najwięcej emocji budzi estetyka, bo część odbiorców oczekuje np. pięknych, czystych, odnowionych elewacji. Natomiast my uważamy, że większą wartość wnosi to, co oryginalne, zwłaszcza że nie ma czegoś takiego, jak uniwersalna estetyka, która się będzie wszystkim podobać – mówią. 

 

Obecnie architekci pracują nad kilkoma projektami, m.in. we Wrocławiu. Inwestycja obejmie rewitalizację pięknego zabytkowego założenia klasztorno-parkowego z hotelem w głównym budynku oraz uzupełniającą zabudową mieszkaniową. Co ciekawe, w jednym skrzydle istniejącego budynku mieszkają siostry zakonne, jest więc ten czynnik ludzki, do którego należy dostosować projekt.

 

W fazie projektowania jest również Królewska Papiernia w Konstancinie. Ponieważ obiekt nie jest jeszcze skomercjalizowany, nie wiadomo, na jakie funkcje zdecyduje się inwestor. Wyzwaniem jest więc zaprojektowanie przestrzeni w taki sposób, aby w przyszłości dostosować ją do potrzeb, które się dopiero pojawią. – To dość innowacyjne podejście do projektu, ponieważ tworzymy obudowę, nie wiedząc, co będzie się działo w środku – mówi Piotr Grochowski. 

 

Zdjęcie: Bartek Barczyk

 

Niezwykle ciekawym i innym od pozostałych projektów jest adaptacja na funkcję hotelową najlepiej zachowanego w Polsce fortu pruskiego w Poznaniu. Obiekt znajduje się pod ziemią, jest w idealnym stanie, dlatego ingerencja ma być minimalna. Jest to wyzwanie zarówno pod względem technicznym, chociażby ze względu na mury o grubości 1,5 m i panującą w środku temperaturę 4 stopni Celsjusza czy brak dostępu do światła dziennego, jak i środowiskowych – w obiekcie mieszkają nietoperze.

 

Wojciech i Piotr pracują także nad projektem ekologicznej farmy dla Fundacji Leny Grochowskiej. Pod Siedlcami, na obszarze kilku hektarów, powstaje gospodarstwo, w którym będą mieszkać i pracować osoby z niepełnosprawnościami. Obiekt jest drewniany, ma zielony dach, znajdą się w nim pokoje mieszkalne, kuchnia, restauracja, szklarnia. – To ważny, pilotażowy projekt tzw. mieszkań chronionych dla osób z niepełnosprawnością, zwłaszcza intelektualną. Takie osoby często znajdują się pod opieką licznych instytucji i fundacji, a także rodziców. Problem pojawia się, kiedy rodziców czy opiekunów zabraknie i dorosłe już osoby, wymagające stałej pomocy, zostają same. Zazwyczaj trafiają wtedy do zamkniętych ośrodków i tak naprawdę są wykluczone. Projektowana przez nas farma ma być pierwszym miejscem, gdzie te osoby będą mogły się nauczyć mieszkać, funkcjonować, pracować w miarę samodzielnie. Nie wiemy, jak to się rozwinie, bo takich miejsc w Polsce nie ma, ale bardzo wierzymy w ten projekt i mamy nadzieję, że zrealizujemy takich więcej, w różnych miejscach – mówi Piotr Grochowski.

 

Wojciech i Piotr, zarówno w projektach realizowanych pod szyldem Grupy Arche, jak i własnej pracowni Less is core, udowadniają, że architekci mogą zmieniać świat na lepsze. Nieszablonowe podejście do projektowania, przywracanie do życia budynków, które wielu spisało na straty czy inicjatywy związane z pomocą osobom społecznie wykluczonym to podstawa ich działalności. Możemy mieć pewność, że pracy im nie zabraknie i jeszcze nie raz o nich usłyszymy.