ArchitectureCultureDesign

Dobrostan zaczyna się od decyzji

 

Dobrostan zaczyna się tam, gdzie czujemy, że robimy coś dobrego. Nie tylko dla siebie, ale także dla świata, w którym żyjemy. W świecie nadprodukcji i przyspieszonej konsumpcji coraz częściej okazuje się, że komfort nie polega na tym, by mieć więcej, ale aby wybierać świadomie. W numerze poświęconym dobrostanowi rozmawiam z twórczyniami marki Lagom – projektu, który został wyróżniony w IV naborze Startup Booster for Social Impact realizowanym przez SWPS. Ich autorski model Lagom Cycle to próba realnej zmiany w branży mody: od projektowania po odpowiedzialność za cały cykl życia produktu. Ta koncepcja łączy minimalizm, projektowanie cyrkularne i edukację konsumentek. Rozmawiamy o tym, od czego wszystko się zaczęło, czym jest Lagom Cycle i dlaczego moda może być przestrzenią realnej odpowiedzialności.

 

 

Anna Domin: Gratuluję Wam tego wyróżnienia. To ważny moment, nie tylko symboliczny, ale też rozwojowy, szczególnie dla niezależnej marki, która od początku buduje swoją pozycję konsekwentnie i bez zaplecza dużego koncernu. Lagom to marka tworząca kapsułowe kolekcje dla kobiet –  minimalistyczne, ponadczasowe, projektowane z myślą o jakości i trwałości. Działacie już od kilku lat, rozwijając się organicznie, ucząc się rynku, produkcji, logistyki. Dziś wychodzicie z nowym projektem: Lagom Cycle. Zanim jednak przejdziemy do nowego etapu, chciałabym wrócić do początku. Jak to się zaczęło? Skąd pomysł, by w tak trudnej i nasyconej branży tworzyć markę, która od początku miała wielką  ambicję być „w sam raz”?

 

Pola Błądek: Zaczęłyśmy bardzo intuicyjnie. Poznałyśmy się na studiach i od razu połączyła nas estetyka, potrzeba jakości i chęć budowania czegoś własnego. Nie miałyśmy wtedy wielkiego biznesplanu, bardziej potrzebę stworzenia rzeczy, których same nie mogłyśmy znaleźć na rynku. 

 

Angelika Staniszewska: Chciałyśmy mieć w szafie rzeczy, które zawsze się sprawdzają. Takie, które wyjmujesz bez zastanowienia i wiesz, że zawsze się obronią, niezależnie od tego, czy jesteśmy na spotkaniu, w pracy, czy w domu. Bez wielkich logotypów, bez sezonowej presji, bez kompromisów w jakości.  Miałyśmy poczucie, że na rynku jest bardzo dużo ubrań, ale mało takich, które rzeczywiście wytrzymują próbę czasu. Chciałyśmy tworzyć rzeczy ponadczasowe, minimalistyczne, oparte na dobrej konstrukcji i jakości materiału. Takie, które nie są trendem na jeden sezon, tylko elementem garderoby na lata. Nazwa „lagom” pojawiła się naturalnie „nie za dużo, nie za mało – w sam raz”.      

 

Pola Błądek: Na początku nie było w tym wielkiej strategii, tylko prosty arkusz w Excelu. Finansowałyśmy wszystko same, z własnych środków. Uczyłyśmy się produkcji, pracy z materiałem, współpracy z szwalniami. To było bardzo praktyczne doświadczenie. Dopiero z czasem zobaczyłyśmy, że to przestaje być hobby, a zaczyna być realnym biznesem.

 

Angelika Staniszewska: Co ciekawe, od początku budowałyśmy Lagom zdalnie. Poznałyśmy się na studiach, ale potem nasze drogi geograficznie się rozeszły – Pola wyjechała do Barcelony, a ja zostałam na miejscu w Warszawie. Ten biznes od początku był trochę online i zupełnie nam to nie przeszkadzało. Myślę, że nauczyło nas to dużej elastyczności i zaufania do siebie nawzajem i do projektu. Od początku moim zadaniem jest przekucie idei w konkretny produkt, a Pola odpowiada za strategię kreatywną. 

 

Rozmawiam z wieloma twórcami marek odzieżowych i wiem, że sam proces budowania brandu jest wystarczająco wymagający: finansowanie produkcji z własnych środków, minimalne progi zamówień tkanin, logistyka, marża, magazynowanie, zwroty, presja sprzedaży. Do tego dochodzi konkurencja ze strony wielkich sieci, które produkują masowo i taniej. W takim krajobrazie większość marek koncentruje się po prostu na przetrwaniu. Wy jednak zdecydowałyście się nie tylko rozwijać sprzedaż, ale zatrzymać i zadać pytanie o odpowiedzialność  o to, co dzieje się z produktem po jego zakupie. Co było impulsem do tej zmiany myślenia? Kiedy pojawiła się potrzeba, by Lagom stało się czymś więcej niż estetyczną marką kapsułową?

 

Pola Błądek: Myślę, że impulsem był moment, w którym zobaczyłyśmy skalę. W 2024 roku sprzedaż zaczęła rosnąć szybciej, niż się spodziewałyśmy. Pojawił się dzień, w którym przyszło kilkadziesiąt zamówień i to był sygnał, że to już nie jest projekt hobbystyczny. Naturalnym odruchem mogło być przyspieszenie, produkować więcej, zwiększać wolumen. Wtedy zdecydowałyśmy się zatrzymać. W 2025 roku świadomie wyciszyłyśmy markę, bo poczułyśmy, że jeśli mamy rosnąć, to chcemy to robić na własnych zasadach. Musiałyśmy zadać sobie pytanie, czym Lagom ma być dla nas i dla naszych klientek. Nie chciałyśmy tworzyć więcej, chciałyśmy tworzyć mądrzej.      

 

Angelika Staniszewska: Zaczęłyśmy bardzo świadomie przyglądać się całemu modelowi działania – nie tylko produkcji, marży i logistyce, ale również realnemu wpływowi, jaki zostawia po sobie każdy produkt. Bo sprzedaż to jedno, a odpowiedzialność za to, co wprowadzamy na rynek, to zupełnie inny wymiar. Jednocześnie cały czas  słuchałyśmy naszych klientek. Od początku ich opinia była dla nas kluczowa np. kiedy pojawiły się uwagi dotyczące rozmiarówki, od razu wprowadziłyśmy poprawki. To nauczyło nas, że relacja jest ważniejsza niż tempo.      

 

Taka decyzja wymaga odwagi. W momencie, gdy sprzedaż rośnie, zatrzymać się, a nawet zrobić krok wstecz –  to zdecydowanie nie jest wybór, na który decydują się marki modowe. Z drugiej strony, no właśnie czy zatrzymanie jednak pozwala zobaczyć więcej? Co zobaczyłyście, kiedy zrobiłyście ten krok w tył? 

 

Pola Błądek: Zawsze naszą główną ideą było projektowanie dla długowieczności. Zatrzymanie się pozwoliło nam spojrzeć na ten proces jeszcze bardziej holistycznie. Uświadomiłyśmy sobie, że jeśli pójdziemy w stronę czystej dynamiki sprzedaży, możemy stracić to, co jest naszym fundamentem – uważność, relację z klientkami, jakość. Zobaczyłyśmy też, że odpowiedzialność nie może być dodatkiem. Nie może być tylko komunikatem. Musi być wpisana w konstrukcję produktu i w sposób działania marki.

 

Angelika Staniszewska: Wtedy zaczęłyśmy myśleć o całym cyklu życia naszych produktów, nie tylko o tym, jak je zaprojektować, ale co stanie się z nimi później. To był moment, w którym świadomie zdecydowałyśmy, że chcemy wyjść poza samo tworzenie ubrań. Zaczęłyśmy szukać modelu, który połączy projektowanie, produkcję i edukację w jedną, spójną całość. I tak zaczęła się praca nad Lagom Cycle.  

 

 

 

 

Czym zatem w praktyce jest Lagom Cycle? Co realnie zmienia w Waszym codziennym działaniu jako marki?

 

Pola Błądek: Lagom Cycle to przede wszystkim zmiana sposobu myślenia o produkcie. Zaczynamy od projektowania cyrkularnego. To znaczy, że już na etapie konstrukcji zastanawiamy się, co będzie z daną rzeczą później. Czy można ją łatwo przerobić, naprawić lub przetworzyć. Kluczowy jest też dobór tkanin. Naszym nowym kierunkiem są innowacje i deadstocki od renomowanych domów mody. Wolimy wykorzystywać istniejące już materiały, zamiast napędzać nową produkcję.

 

Drugim elementem jest model preorder. Produkujemy w oparciu o realne zamówienia, zamiast próbować przewidzieć rynek. To oznacza brak nadprodukcji i większą kontrolę nad skalą. W praktyce zderza się to jednak z realiami branży – producenci tkanin operują minimalnymi zamówieniami rzędu setek kilogramów, co dla niezależnej marki bywa prawdziwym wyzwaniem. To nie jest najłatwiejszy model biznesowy, ale daje nam poczucie, że nie tworzymy zapasu, który później stanie się nadmiarem.     

 

Angelika Staniszewska: Trzecim elementem jest edukacja. Zrozumiałyśmy, że nawet najlepiej zaprojektowany produkt nie spełni swojej funkcji, jeśli nie będzie właściwie użytkowany. Jeśli ktoś kupi spodnie ze 100% wełny i wrzuci je do pralki na 50 stopni, zniszczy je po jednym praniu i będzie musiał kupić nowy produkt. Wtedy cała idea cyrkularności traci sens. Chcemy mówić o pielęgnacji, o jakości materiałów, o tym, jak przedłużać życie ubrań i to dla nas równie ważne jak sam projekt.

 

Lagom Cycle brzmi jak model oparty na wartościach. Ale rynek mody bywa bezlitosny. Minimalne progi zamówień tkanin, koszty produkcji, logistyka, presja cenowa. Czy odpowiedzialność da się realnie pogodzić z rentownością?

 

Pola Błądek: Bardzo szybko zrozumiałyśmy, że jeśli chcemy działać odpowiedzialnie, musimy równie odpowiedzialnie podejść do liczb. Preorder oznacza większą nieprzewidywalność, dłuższy czas oczekiwania, konieczność budowania zaufania. Minimalne zamówienia materiałów bywają wyzwaniem, szczególnie dla mniejszej marki. W pewnym momencie poczułyśmy, że potrzebujemy wsparcia z zewnątrz. Zwróciłyśmy się do Martyny Zastawnej i dołączyłyśmy do programu akceleracyjnego, żeby uporządkować model biznesowy. To był dla nas bardzo ważny etap, który pozwolił nam przełożyć intuicję i wartości na konkretne założenia finansowe.

 

Angelika Staniszewska: Dzięki tej pracy zaczęłyśmy patrzeć na Lagom nie tylko jak na markę estetyczną i potrzebną, ale jak na projekt, który musi być stabilny ekonomicznie. Odpowiedzialność nie może być romantyczną ideą. Jeśli marka nie jest rentowna, nie przetrwa, a wtedy nie będzie miała żadnego wpływu.

 

Na początku mówiłyśmy o dobrostanie. W świecie mody, który często opiera się na przyspieszeniu i nadmiarze, Wy wybieracie uważność i tempo „w sam raz”. Czym dla Was jest dzisiaj dobrostan?

 

Pola Błądek: Dla nas dobrostan to przede wszystkim spójność. Świadomość, że to, co robimy zawodowo, jest zgodne z naszymi wartościami. To może brzmieć prosto, ale w praktyce wymaga wielu decyzji, często trudniejszych niż wybranie łatwiejszej drogi. Teraz, gdy myślimy o tym, jak to się zaczęło: Angelika, która dopiero co została mamą, ja wchodząca w świat korporacji obie z tą wizją, że można robić modę inaczej. To, że jesteśmy dzisiaj tu, gdzie jesteśmy, że ten projekt nabiera realnych kształtów, to jest dla nas naprawdę dużo. I myślę, że właśnie ta świadomość, że idziemy we właściwym kierunku, jest dziś naszym największym luksusem.