Z Polski do Wenecji. Robert Gulaczyk w międzynarodowej obsadzie „Jupitera”
Anna Domin
Anna Próchniak jako Gita Furman w międzynarodowej produkcji „The Tattooist of Auschwitz” i nominacja do BAFTA Scotland. Joanna Kulig u boku André Hollanda w „The Eddy”, Tomasz Kot w europejskich produkcjach, Marcin Dorociński w „Gambicie królowej” i „Mission: Impossible”, Rafał Zawierucha jako Roman Polański u Quentina Tarantino. Jeszcze niedawno każdą taką rolę traktowaliśmy trochę jak wydarzenie. Dziś lista polskich aktorów, którzy wychodzą poza rodzimy rynek, robi się naprawdę długa.
I właśnie dopisujemy do niej kolejne nazwisko. Robert Gulaczyk, którego pamiętamy przede wszystkim jako Vincenta van Gogha z nominowanego do Oscara „Twojego Vincenta” oraz Antka z „Chłopów”, zagrał we francuskim thrillerze politycznym „Jupiter” Alexandre’a Smii. Film znalazł się w programie 83. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji, a Gulaczyk wciela się w nim w polskiego premiera. I nie jest to szczególnie spokojny moment na obejmowanie tego stanowiska.
Europa o krok od wojny
Punktem wyjścia „Jupitera” jest zamach na prezydenta Rosji i coraz bardziej realna groźba konfliktu nuklearnego. Nowo wybrany prezydent Francji Paul Archambault zwołuje najbliższych współpracowników do podziemnego centrum dowodzenia „Jupiter”. Europa staje przed widmem eskalacji, a politycy muszą zdecydować, jak daleko są gotowi się posunąć, wiedząc, że konsekwencje ich decyzji mogą być nieodwracalne. Główną rolę gra Denis Ménochet, którego widzowie mogą pamiętać m.in. z „Bękartów wojny” Quentina Tarantino. W obsadzie znaleźli się także André Dussollier, Reda Kateb, Dominique Blanc, Ella Rumpf, Céline Sallette i Cédric Kahn. Dla Alexandre’a Smii „Jupiter” jest pełnometrażowym debiutem reżyserskim.

Gulaczyk gra polskiego premiera, jednego z europejskich przywódców postawionych wobec groźby wojny. To ciekawy kolejny krok dla aktora, który już wcześniej trafił do międzynarodowego obiegu dzięki „Twojemu Vincentowi”. Film Doroty Kobieli i Hugh Welchmana otrzymał nominację do Oscara, Złotego Globu i BAFTY, a Gulaczyk zagrał w nim przecież jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii sztuki. Teraz trafia do zupełnie innego świata – współczesnej geopolityki i francuskiego thrillera, który swoją światową premierę ma w Wenecji.

Tu wraca do mnie zdanie: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Brzmi trochę jak napis z makatki, ale w przypadku polskich aktorów robi się zaskakująco aktualny. Zagraniczne role polskich aktorów fascynują mnie od dawna i szczerze im kibicuję. Może zabrzmi to odrobinę górnolotnie, ale ich sukcesy są również jakąś małą częścią naszej własnej tożsamości, przynajmniej powinny być. Łączy nas kraj, język, kultura, podobny punkt startu. A my potrzebujemy czasem takich małych sztandarów, i nie po to, żeby udowadniać światu, jacy jesteśmy wspaniali, ale żebyśmy sami potrafili zauważyć, kiedy ktoś z naszego podwórka wychodzi daleko poza jego granice. Próchniak, Kulig, Kot, Dorociński czy Gulaczyk pracują dzisiaj w produkcjach francuskich, brytyjskich, amerykańskich, niemieckich. Grają w różnych językach, obok aktorów z różnych krajów, dla międzynarodowej publiczności. Są polskimi aktorami, to oczywiste, ale są też po prostu aktorami europejskiego i światowego kina i z tego akurat warto być dumnym.
„Jupiter” zostanie oficjalnie zaprezentowany 4 września o godz. 23:50 w Sali Grande podczas 83. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Francuska produkcja Alexandre’a Smii znalazła się w sekcji Venice Open – Out of Competition. Pierwszy festiwalowy pokaz dla akredytowanych zaplanowano dzień wcześniej, 3 września. Film będzie można zobaczyć w Wenecji również 7, 9 i 12 września. Na informację o polskiej premierze na razie czekamy, tymczasem Robertowi Gulaczykowi gratulujemy roli i obecności w Wenecji, a sobie życzymy, żebyśmy podobne polskie akcenty w światowym kinie potrafili dostrzegać równie szybko, jak dostrzega je świat.



