ArchitectureDesign

Shortlista Mies van der Rohe Award 2026. Czterdzieści projektów i tylko jeden z Polski.

Marcin Szczelina

 

Spośród 410 nominowanych realizacji wybrano czterdzieści. To wciąż najważniejsza nagroda architektoniczna w Europie i jednocześnie jedno z najbardziej bezlitosnych luster, w których przegląda się współczesna architektura. Tegoroczna czterdziestka mówi mniej o formach, a więcej o postawach, odpowiedzialności i pracy na tym, co już istnieje oraz  jaką cenę płaci się dziś za ciszę, powściągliwość i uważność.

 

Jury EU Mies Awards ogłosiło dziś shortlistę czterdziestu projektów wybranych spośród 410 nominowanych realizacji, z której w kolejnym etapie wyłoniona zostanie finałowa piątka. Niezależnie od tego, czy ktoś śledzi tę nagrodę na co dzień, czy zagląda do niej co dwa lata, jedno pozostaje bezsporne, to wciąż najważniejsze wyróżnienie architektoniczne w Europie. Shortlista Mies van der Rohe Award nigdy nie była niewinnym zestawieniem. Nie jest też obiektywnym rankingiem najlepszych budynków. To raczej bezlitosne lustro, w którym odbijają się ambicje, lęki i ideologiczne wybory współczesnej Europy. Tegoroczna czterdziestka mówi mniej o formach, a więcej o postawach. Mniej o architekturze jako obiekcie, a więcej o architekturze jako odpowiedzialności.

Czterdzieści projektów reprezentuje piętnaście różnych programów, ale ich rozkład nie jest równomierny i nie jest neutralny. Najsilniej reprezentowana jest kultura. Osiem projektów dotyczy obiektów i przestrzeni kultury, ale nie w klasycznym, reprezentacyjnym sensie. To nie są nowe muzea budowane pod turystykę ani instytucje projektowane jako ikony. To raczej miejsca redefiniujące swoje role, często pracujące na istniejącej substancji, osadzone w lokalnych społecznościach, traktujące kulturę jako narzędzie pracy społecznej, a nie jako towar. Drugą silną grupą są projekty mixed use. Sześć realizacji, które próbują zmierzyć się z miejską złożonością poprzez łączenie funkcji. Ale znów, nie są to hybrydy rynkowe. To próby ratowania i naprawiania tkanki miasta, zagęszczania, uzupełniania i reinterpretowania tego, co już istnieje. To architektura chirurgiczna, a nie ekspansywna. Edukacja pojawia się w pięciu projektach. I to jest bardzo charakterystyczne. Szkoły, przestrzenie nauki i edukacji nie są tu manifestami formalnymi. Są skromne, precyzyjne, podporządkowane codziennemu użytkowaniu. To architektura, która wie, że jej rola polega na wspieraniu procesów, a nie na byciu bohaterem kadru. Cztery realizacje dotyczą krajobrazu. To niezwykle istotne, bo pokazuje, jak bardzo architektura przesuwa się dziś w stronę pracy z terenem, topografią i procesami naturalnymi. Coraz częściej architektura nie jest już obiektem, lecz ramą dla doświadczenia.

Pojawiają się także domy jednorodzinne, co jest dla mnie absolutną nowością oraz projekty sportu i rekreacji, po trzy realizacje każdej kategorii. One nie dominują narracji. Są raczej przypisem pokazującym, że nawet w najbardziej klasycznych typologiach jury oczekuje dziś powściągliwości i kontekstualnej inteligencji. Jeszcze bardziej wymowna jest struktura realizacyjna shortlisty. 21 z 40 projektów to realizacje regeneracyjne, pracujące na istniejącej substancji. 17 to nowe budynki, a tylko 2 to rozbudowy. To nie jest statystyka przypadkowa. To deklaracja. Europa nie nagradza dziś architektury, która zaczyna od zera. Nagradza tę, która potrafi wejść w dialog z historią, z miastem, z krajobrazem i z pamięcią.

Architektura eskapistyczna nie jest dziś w cenie. W cenie jest umiejętność pracy z ciężarem tego, co już istnieje. Z ruiną, z błędem, z przeszłością, której nie da się wymazać ani wygładzić.

Dane dotyczące inwestorów są równie jednoznaczne. 23 projekty zostały zrealizowane na zlecenie klientów publicznych, 12 przez prywatnych, a 5 w formule partnerstw publiczno-prywatnych. To sektor publiczny pozostaje dziś głównym polem eksperymentu architektonicznego. To tam możliwe jest myślenie długofalowe i odpowiedzialne. Prywatny kapitał jest obecny, ale rzadko wyznacza kierunek.

Jeszcze mocniej wybrzmiewa kwestia lokalności. 28 z 40 projektów zaprojektowały pracownie działające w tym samym regionie, w którym powstała realizacja. Tylko dwa projekty mają charakter transnarodowy. Dziesięć jest transregionalnych. To bardzo czytelny sygnał. Europa stawia dziś na wiedzę lokalną, zakorzenienie i znajomość kontekstu. Międzynarodowe nazwiska nie zniknęły, ale przestały być gwarantem jakości.

 

Fot. Michał Szlaga

 

Jedynym polskim projektem w czterdziestce jest Park Akcji Burza autorstwa Archigrest i TopoScape. To realizacja, która w niezwykle dojrzały sposób wpisuje się w logikę tej edycji nagrody. Przez dekady Warszawa zmagała się z opowiadaniem własnej historii. Najczęściej robiła to poprzez monumentalne gesty albo całkowite milczenie. Park na Kopcu Powstania Warszawskiego otwiera nowy rozdział tego dialogu. Jest bardziej świadomy i radykalny w swojej powściągliwości. To przestrzeń, która nie opowiada o pamięci, lecz pozwala jej doświadczyć. Sam kopiec jest miejscem niejednoznacznym. Usypany z gruzów zniszczonego po II wojnie światowej miasta, przez lata funkcjonował jako symbol zbiorowej traumy, pozbawiony jednak własnego języka. Architekci nie próbowali go ujarzmić ani na nowo zinterpretować. Pozwolili mu przemówić. Podstawą projektu nie jest forma, lecz materia. Gruz, ruiny, nieregularne faktury betonu noszące ślady rozbitej przeszłości. Zastosowanie betonu gruzowego nie jest tu wyłącznie gestem formalnym. Ma charakter polityczny. Nic nie zostało wygładzone ani wymazane. Park pełni rolę przestrzeni przejściowej, nie celu, lecz drogi. Interwencje są surowe, ale przemyślane. Brakuje tu estetyzacji i fałszywego patosu. Zamiast tego pojawia się uważność. Ścieżki prowadzą użytkowników zgodnie z naturalną rzeźbą terenu, nie narzucając interpretacji. Można tu przyjść z dzieckiem, z psem albo z własnymi myślami. Można odpocząć, zatrzymać się, pobyć w ciszy. Projekt ma także wymiar ekologiczny, choć nieoczywisty. Teren nie został sztucznie zazieleniony. Zachowano istniejącą roślinność ruderalną. Skala ingerencji została ograniczona do minimum. Park wspiera bioróżnorodność i akceptuje naturalne procesy. Oddycha. Zmienia się wraz z porami roku. Porasta mchem i czasem.

Najbardziej poruszające jest to, że to miejsce emanuje głębokim szacunkiem wobec historii. W świecie spragnionym natychmiastowych symboli projekt ten wygrywa ciszą. Pozostawia przestrzeń dla wyobraźni, osobistej pamięci i powolnej refleksji. To jeden z najbardziej dojrzałych przykładów projektowania przestrzeni publicznej w Polsce ostatnich lat. Realizacja, która pokazuje, że pamięć nie wymaga inscenizacji. Architektura może działać nie poprzez formę, lecz poprzez materię, kontekst i uważność. Czasami to właśnie mniej okazuje się dokładnie tym, czego potrzeba. Fakt, że właśnie ten projekt znalazł się w finałowej czterdziestce, nie jest przypadkiem. Był jednym z trzech obiektów, które nominowałem jako niezależny ekspert, i jedynym, który przeszedł dalej. Dziś Park Akcji Burza walczy o wejście do finałowej piątki. Nie jako lokalna ciekawostka, lecz jako realizacja, która bez kompleksów funkcjonuje w europejskim dyskursie architektonicznym.

 

Ta czterdziestka nie jest opowieścią o stylach, trendach ani o tym, kto lepiej operuje formą. Ona jest zapisem bardzo konkretnych problemów, z którymi mierzy się dziś Europa i to problemów nierozwiązanych. Widać w niej wyraźnie, że architektura znalazła się w stanie permanentnego napięcia. Między potrzebą działania a świadomością ograniczeń. Między ambicją zmiany a ciężarem odpowiedzialności.

Najmocniej wybrzmiewa tu kryzys pracy z istniejącą tkanką. Europa jest nasycona, przepracowana, zagęszczona. Nie ma już komfortu zaczynania od zera. Dlatego tak duża część shortlisty to projekty regeneracyjne, adaptacje, prace na ruinach, na strukturach poprzemysłowych, na przestrzeniach zapomnianych albo wypartych. Architektura przestaje być narzędziem ekspansji, a staje się narzędziem korekty. Uczy się działać na tym, co niedoskonałe, niejednoznaczne i obciążone historią.

Drugim wyraźnym polem napięcia jest mieszkaniówka. Ta czterdziestka pokazuje, że Europa wciąż nie znalazła odpowiedzi na pytanie, jak dziś projektować dobre mieszkanie i że architektura nie rozwiąże tego problemu sama. Projekty mieszkaniowe na shortliście są próbami, często nieśmiałymi, często kompromisowymi, mierzącymi się z presją rynku, polityki i demografii. Mieszkanie nie pojawia się tu jako produkt końcowy, lecz jako pole ciągłego negocjowania jakości życia, dostępności i wspólnoty.

Widać też wyraźnie kryzys instytucji publicznych i jednoczesną potrzebę ich redefinicji. Projekty kultury, edukacji i infrastruktury społecznej dominują nie dlatego, że Europa chce budować więcej instytucji, lecz dlatego, że próbuje je na nowo wymyślić. Architektura instytucjonalna przestaje być manifestem władzy czy prestiżu. Coraz częściej staje się narzędziem odbudowy zaufania, lokalnych relacji i poczucia sprawczości wspólnot. Ta czterdziestka bardzo wyraźnie mówi też o skali. O odejściu od metropolitalnego fetyszu. O zwrocie ku małym miastom, peryferiom, miejscom pozornie nieistotnym. Europa nie szuka dziś architektury, która błyszczy globalnie. Szuka architektury, która działa lokalnie. Która rozumie miejsce, jego społeczną strukturę, historię i konflikty. Każdy z tych projektów ma realny wpływ na lokalność. Nie jest neutralnym obiektem. Jest ingerencją. Czasem delikatną, czasem brutalną, ale zawsze świadomą.

Ta nagroda coraz wyraźniej odcina się od architektury rozumianej jako forma. Forma oczywiście pozostaje narzędziem, ale przestaje być celem. Mies van der Rohe Award coraz mniej interesuje się tym, jak coś wygląda, a coraz bardziej tym, co coś robi. Jaki ciężar społeczny niesie. Jaką zmianę uruchamia. Jakie relacje produkuje. Jak wpływa na pamięć, krajobraz, codzienność. To dlatego na shortliście dominują projekty powściągliwe, czasem wręcz niewygodne wizualnie. Ta czterdziestka nie daje odpowiedzi. Ona raczej uczciwie pokazuje, z czym Europa wciąż sobie nie radzi i jak desperacko szuka języka, który pozwoli o tym mówić bez uciekania w formalny spektakl. Dokładnie w tym sensie ta lista jest dziś ważna, ponieważ jest bardzo precyzyjnym zapisem momentu, w którym architektura znalazła się między kryzysem a odpowiedzialnością.