ArchitectureCultureDesign

Pod złotem, tylko krew. Anna Domin o wystawie „Gold & Blood” Macieja Szupicy  

 

Zdjęcie:  Łukasz Klimek

 

Żyjemy w rzeczywistości permanentnego pobudzenia. Obrazy migają szybciej niż jesteśmy w stanie je przeżyć, emocje ulegają kompresji, a wrażliwość zamiast się pogłębiać często nas znieczula. W świecie nadmiaru bodźców coraz trudniej o doświadczenie, które naprawdę porusza; coraz rzadziej decydujemy się na emocjonalny wysiłek, bo niemal wszystko już widzieliśmy i niemal wszystko przestaje nas zaskakiwać. W takim kontekście pytanie o sens sztuki przestaje być pytaniem o estetykę, a staje się pytaniem o zdolność odczuwania. Sztuka, która nie narusza psychiki i nie wnika pod powierzchnię doświadczenia, pozostaje na poziomie estetycznego zdarzenia. Może porządkować przestrzeń, może budować nastrój, może być piękna. Jednak dopiero w momencie, gdy wywołuje emocjonalne napięcie na poziomie poznawczym czy somatycznym zaczyna przekraczać funkcję obrazu i staje się doświadczeniem. Tymczasem już Arystoteles w Poetyce opisał katharsis jako oczyszczenie uczuć litości i trwogi poprzez intensywne doświadczenie tragedii. Wstrząs estetyczny u niego miał prowadzić do emocjonalnego wyzwolenia właśnie dlatego, że konfrontował widza z tym, co trudne i graniczne. Doświadczenie estetyczne  było dla Greków procesem przemiany dokonującym się poprzez napięcie. Podobnie Friedrich Nietzsche w Narodzinach tragedii podkreślał, że sztuka nie istnieje po to, by łagodzić prawdę życia, lecz by umożliwić jej wytrzymanie. „Mamy sztukę, abyśmy nie umarli od prawdy”- pisał, wskazując na jej dionizyjski wymiar czyli zdolność oswajania chaosu, cierpienia i nieuchronności istnienia poprzez formę. Sztuka nie znieczula, przeciwnie, pozwala przeżyć intensywność rzeczywistości bez rozpadu. Współczesna neuronauka dopowiada do tej tradycji wymiar biologiczny rozumiany jako silne doświadczenie estetyczne, które aktywuje obszary mózgu odpowiedzialne za emocję, empatię i odczuwanie bólu. To, co kiedyś opisywano językiem filozofii, dziś potwierdzane jest w laboratoriach jak chociażby fakt, że już sam obraz może wywołać realną reakcję somatyczną. Sztuka, która rzeczywiście działa, nie jest więc powierzchowną przyjemnością ani wizualnym komfortem. Jest wydarzeniem cielesnym, w którym percepcja splata się z afektem, a estetyka staje się doświadczeniem egzystencjalnym.

 

 

Na tej granicy, pomiędzy estetyką a doświadczeniem, między obrazem a reakcją ciała, rozgrywa się wystawa obrazów Macieja Szupicy Gold & Blood. Jego malarstwo zdecydowanie nie zatrzymuje się na poziomie reprezentacji. Każdy obraz tworzy własne pole napięcia, w którym forma styka się z materią, symbol z biologią, a piękno z tym, co nie daje się całkowicie ujarzmić. Szupica właśnie na tej formie wewnętrznego niepokoju odbiorcy buduje świat pełen przewrotności: estetyczna dyscyplina formy współistnieje tu z goryczą, tęsknotą i śladem upodlenia. Nie przypadkowo znaczącą rolę w jego twórczości odgrywa cielesność i jej motyw krwi, obecny również w autoportrecie wykonanym z własnej materii ciała i pokrytym złotą farbą. To właśnie ta ludzka materializacja sprowadzona do materii ciała sprawia, że obraz przestaje być wyłącznie przedstawieniem. Ciało nie jest tu już tylko metaforą, ale realną obecnością, która wchodzi w dialog z kulturową formą. Momentami mam wrażenie ,że Szupica bardziej niż precyzją czy techniką operują żywą emocją. Dyscyplina formy staje się tu ramą dla czegoś, co wyraźnie pulsuje pod powierzchnią. W malarstwie Macieja widać wyraźny ślad doświadczeń zdobytych w pracy z obrazem ruchomym – filmem, teledyskiem, wizualizacjami tworzonymi w dialogu z muzyką i światłem. Ta praktyka nie znika w momencie przejścia do medium statycznego. Przeciwnie – zostaje w nim zapisana. Kadry jego obrazów sprawiają wrażenie zatrzymanych w pół ruchu. Czasem wyglądają jak ujęcie uchwycone przypadkiem, w niekontrolowanym momencie, innym razem jak kadr świadomie wywołany, niemal wydany komendą. W obu przypadkach mamy do czynienia z napięciem chwili,  z momentem tuż przed lub tuż po czymś, co nie zostało dopowiedziane.  Najbardziej dla mnie jednak dotykające są spojrzenia. Z pozoru nieruchome, niemal martwe, pozbawione ostentacyjnej ekspresji, niosą w sobie mikrodrganie, ledwie uchwytną zmianę, która wprowadza niepokój. Nie domykają się w jednoznacznym komunikacie, pozostają wręcz boleśni zawieszone. To właśnie w tej niedopowiedzianej mikroekspresji obraz zaczyna działać jako impuls.  Wydarza się moment, w którym widz zostaje zgubiony, całkowicie pozbawiony bezpiecznego punktu odniesienia. 

 

 

W tej strategii napięcia wyraźnie pobrzmiewają echa estetyki lat 80. i wczesnych 90., czasu, w którym artysta dorastał. Nie jest to jednak cytat ani nostalgiczna rekonstrukcja. To raczej podskórna obecność tamtej energii, postpunkowego niepokoju, transgresji ciała, napięcia między glamour a rozpadem. Iggy Pop nie jest tu jedynie muzycznym odniesieniem, lecz figurą ekspresji ciała wystawionego na widok publiczny, ale jednocześnie kruchego i nieustannie zagrożonego. Tytuły takie jak Interzone nie pozostawiają wątpliwości co do literackich fascynacji. William S. Burroughs i estetyka Beat Generation wprowadzają do tych obrazów atmosferę fragmentacji i egzystencjalnego rozszczepienia. Świat nie jest tu stabilny, a ciało nie jest bezpiecznym schronieniem. W pracach takich jak Pressure przemoc zaczyna być stanem. Ciemne, klaustrofobiczne tło wzmacnia poczucie, że napięcie nie pochodzi z zewnątrz, lecz z samej struktury istnienia. Najsilniejszym malarskim echem pozostaje jednak Francis Bacon. W zdeformowanych twarzach, w napięciu między mięsem a maską, w cienkiej granicy między pięknem a grozą widać baconowską bezkompromisowość. Ciało jest tu materią podatną na rozdarcie, na wewnętrzne pęknięcie. To horror piękna, które nie chce już być tylko piękne. Równocześnie można dostrzec energię neoekspresjonizmu – intensywność koloru, grubość gestu, niemal fizyczną obecność farby. W Gold & Blood czy Afterglow kolor wręcz atakuje, staje się krzykiem, emocją, która nie została jeszcze uporządkowana. Nie sposób także pominąć dialogu z pop-artem, choć moim zdaniem jest to dialog krytyczny. Wizerunki kobiety: blond włosy, perły, czerwone usta” przywołują w mojej głowie ikonografię Marilyn i wizualny język Warhola. Jednak w pracach takich jak Kiss czy Whisper ten kod zostaje rozmontowany. Ikona traci swoją gładkość i glamor pęka. Widać, że to nie jest hołd dla popkultury, lecz w zasadzie jej demontaż. Mam wrażenie że gdzieś w tle pobrzmiewa estetyka Davida Lyncha, szczególnie w obrazach takich jak Pressure, gdzie napięcie między zwyczajnością a grozą budowane jest przez światło i czerń. To ta sama atmosfera, w której piękno i zagrożenie istnieją równocześnie. 

 

 

W tym sensie Gold & Blood dotyka także wymiaru, który dziś staje się szczególnie istotny – neurobiologii doświadczenia. Momentami wprowadza nas w nieprzyjemny stan zawieszenia i celowo wywołuje w nas niepokój. Czy właśnie ulegamy rozszczelnieniu percepcji? Tego się nie dowiemy, ponieważ to ten rodzaj sztuki, który niczego nie mówi wprost, zmusza nas do zatrzymania i to zatrzymanie bywa trudne.

 

Współczesna neuronauka mówi o tym, że to właśnie w sytuacji niejednoznaczności i poznawczej luki, mózg intensyfikuje swoją pracę. Neuronauka opisuje ten stan jako estetyczne doświadczenie wysokiego pobudzenia, w którym układ nerwowy nie pozostaje biernym odbiorcą, lecz zostaje uruchomiony na poziomie somatycznym. Napięcie domaga się rozwiązania. Układ nerwowy zostaje pobudzony, a ciało reaguje, zanim jeszcze pojawi się interpretacja. Ten moment przed obrazem – niekomfortowy, uwierający, drążący – staje się doświadczeniem głęboko ludzkim. Nie dlatego, że przynosi ulgę, lecz dlatego, że przywraca w nas zdolność odczuwania. Być może właśnie tego dziś najbardziej potrzebujemy: nie kolejnej estetycznej przyjemności, lecz świadomego zawieszenia. Przestrzeni, w której nie wszystko zostaje natychmiast wyjaśnione. Obrazu, który nie uspokaja, lecz aktywuje. Gold & Blood nie oferuje odpowiedzi, ale z pewnością wywoła impuls, który w świecie zobojętnienia może stać się dla nas formą przebudzenia.