Miasto, które wprawia w ruch
Tekst: Marcin Szczelina, Zdjęcia: Natalia Cichoń
Czy architektura może sprawić, że będziemy więcej chodzić, biegać, pływać i jeździć na rowerze? Wystawa „Miasto w ruchu” w ZODIAKU pokazuje Warszawę z perspektywy, o której w debacie o mieście wciąż mówi się zbyt rzadko. Sport przestaje być tu osobną funkcją zamkniętą w hali czy na stadionie. Staje się sposobem czytania architektury, krajobrazu i przestrzeni publicznej.



Przywykliśmy rozmawiać o mieście za pomocą metrów kwadratowych, wysokości zabudowy, transportu, zieleni, ochrony zabytków czy jakości przestrzeni publicznej. Znacznie rzadziej zadajemy pytanie bardziej podstawowe: co właściwie robi w tym mieście nasze ciało? Czy idziemy, czy jedziemy? Czy chce nam się wejść po schodach? Czy dziecko może samo wyjść z domu i znaleźć miejsce do zabawy? Czy można pobiegać bez wcześniejszego planowania trasy? Czy plac służy wyłącznie do przechodzenia, czy daje powód, żeby zostać na nim dłużej? I wreszcie: czy aktywność fizyczna wymaga wykupienia karnetu i dotarcia do specjalnie przeznaczonego do tego budynku, czy może wydarzyć się po prostu po drodze?


Właśnie dlatego „Miasto w ruchu – kultura sportów miejskich Warszawy”, wystawa prezentowana w ZODIAKU Warszawskim Pawilonie Architektury, jest czymś więcej niż opowieścią o sporcie. To wystawa o relacji pomiędzy ciałem a miastem. O tym, że nasze codzienne nawyki nie powstają w przestrzennej próżni, a architektura może zarówno zachęcać do ruchu, jak i skutecznie go utrudniać. Ekspozycja prowadzi przez ponad sto lat warszawskiej kultury fizycznej: od pierwszych zakładów gimnastycznych i plenerowych basenów po współczesne bulwary, boiska szkolne i oddolne inicjatywy mieszkańców. Ważnymi bohaterami tej historii są również sama geografia miasta – Wisła, Skarpa Warszawska, parki, lasy i miejskie wzniesienia. To ważne przesunięcie perspektywy. Przez dekady architektura sportowa kojarzyła się przede wszystkim z konkretną typologią: stadionem, halą, basenem, boiskiem. Tymczasem współczesna dyskusja o aktywnym mieście zaczyna się znacznie wcześniej – na chodniku przed domem. Nie trzeba przecież „iść na sport”, żeby być w ruchu. Można po prostu żyć w mieście, które sprawia, że chodzenie, jazda na rowerze, zabawa czy spontaniczna aktywność stają się najłatwiejszymi z dostępnych wyborów. I tutaj zaczyna się odpowiedzialność projektowania. Szeroki chodnik to nie tylko komunikacja. Schody nie muszą być wyłącznie drogą między dwoma poziomami. Nabrzeże może być jednocześnie infrastrukturą hydrotechniczną, miejscem spotkań i trasą biegową. Mur może stać się miejscem ćwiczeń, plac – boiskiem, a fragment niewykorzystanej przestrzeni pod wiaduktem – skateparkiem. Architektura nie musi mówić nam, co mamy robić. Dobra przestrzeń pozostawia możliwość interpretacji.



Właśnie takim miejscom przyglądał się poprzedzający wystawę program badawczy „Miasta w ruchu”. Zespół analizował między innymi Stadion Narodowy i jego otoczenie, Park Skaryszewski, Wisłę, skateparki, pumptracki i siłownie plenerowe, ale także jeden z najciekawszych przykładów polskiej architektury sportowej – Warszawiankę. W tym modernistycznym założeniu z lat 50. i 60. architektura została wpisana w skarpę, a naturalne ukształtowanie terenu, przepływ powietrza i obieg wody stały się częścią projektu. To przypomnienie, że projektowanie dla ruchu nie zaczęło się wraz z modą na bieganie i ścieżki rowerowe.

– Wydaje nam się, że Warszawa ma w swoim DNA zapisane sport i aktywność fizyczną. Chcemy się przyjrzeć temu, jak to wyglądało w przeszłości, jak to wygląda teraz i jakie są perspektywy na przyszłość – mówiła dr Monika Wróbel, współkuratorka wystawy i współzałożycielka Fundacji Skwer Sportów Miejskich, opowiadając o założeniach projektu.
To zdanie dobrze ustawia perspektywę ekspozycji. Warszawa oglądana poprzez ruch okazuje się innym miastem niż to, które znamy z przewodników po architekturze. Jej historię można przecież opowiedzieć nie tylko poprzez kolejne budynki, style i plany urbanistyczne. Można napisać ją przez pływanie w Wiśle, wioślarstwo, bieganie, jazdę na rowerze, korty, boiska, ćwiczenia w parkach czy skateboarding. Historia miasta okazuje się również historią sposobów używania jego przestrzeni.



Co istotne, „Miasto w ruchu” nie ogranicza się do oficjalnej infrastruktury. Ekspozycja zestawia archiwalne fotografie, mapy, obiekty, projekty architektoniczne i współczesne badania, ale obok dużych inwestycji pokazuje także miejsca nieformalne i przestrzenie zawłaszczane przez samych użytkowników. To być może jeden z najciekawszych tropów całej wystawy.



Wystarczy spojrzeć na inne europejskie miasta, żeby zobaczyć, jak istotna stała się dzisiaj relacja pomiędzy aktywnością a przestrzenią publiczną. Dobrym przykładem jest paryski Place de la République. Po przebudowie ogromna część placu została oddana pieszym. Szybko okazało się jednak, że jego użytkownicy dopisują architekturze kolejne funkcje. République stała się między innymi jednym z charakterystycznych miejsc paryskiej kultury skateboardowej. To interesująca zmiana w myśleniu o przestrzeni publicznej. Skater przestaje być kimś, kto „źle” używa architektury. Przeciwnie, ujawnia potencjał, którego projektant niekoniecznie musiał wcześniej przewidzieć.
Jeszcze inny model proponuje Kopenhaga. Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc aktywności mieszkańców stał się tam port. Poprawa jakości wody i przekształcenia nabrzeży sprawiły, że przestrzeń dawniej podporządkowana funkcjom infrastrukturalnym zaczęła działać jako wielki obszar miejskiej rekreacji. Można pływać w samym środku miasta, biegać wzdłuż wody, jeździć rowerem, spotykać się i odpoczywać. Granica między sportem, transportem, rekreacją i zwykłym przebywaniem w przestrzeni zaczyna się zacierać.
Warszawa ma potencjał, który pozwala myśleć podobnie. Jest nim oczywiście Wisła. Przez lata traktowana jako bariera i tylna część miasta, stopniowo odzyskuje znaczenie jako jedna z jego najważniejszych przestrzeni wspólnych. W projekcie „Miasto w ruchu” rzeka pojawia się zresztą jako miejsce, w którym od pokoleń spotykają się sport, rekreacja, krajobraz i wspólnota. Nie chodzi przy tym o kopiowanie Kopenhagi. Warszawa nie musi stawać się drugim Amsterdamem, Paryżem czy Wiedniem. Znacznie ciekawsze jest odkrywanie możliwości wynikających z jej własnej geografii.

Największą wartością „Miasta w ruchu” jest to, że wystawa nie zamienia się w pochwałę fitnessowego stylu życia. Nie chodzi przecież o stworzenie miasta, w którym wszyscy o szóstej rano biegną dziesięć kilometrów. Znacznie ciekawsze jest pytanie o prawo do ruchu. Kuratorzy zwracają uwagę, że mimo oczywistych korzyści płynących z aktywności znaczna część mieszkańców Warszawy pozostaje nieaktywna. Pytają więc nie tylko, jak zachęcać ludzi do ruchu, lecz także jak projektować miasto, żeby aktywność była dostępna dla większej liczby osób. Pojawia się również pytanie o pogodzenie rekreacji z ochroną przyrody i wyzwaniami klimatycznymi.
Aktywność fizyczna nie jest wyłącznie kwestią silnej woli. Ma swoją geografię, ekonomię i architekturę. Jeżeli dojście do parku jest nieprzyjemne, ulica nie daje poczucia bezpieczeństwa, infrastruktura znajduje się daleko, a przestrzeń publiczna została podporządkowana przede wszystkim samochodom, indywidualna motywacja ma swoje granice. Dlatego pytanie o ruch jest również pytaniem o dostępność i równość miasta. Kto może korzystać z jego przestrzeni? Dla kogo została zaprojektowana? Czy równie dobrze czuje się w niej dziecko, nastolatek, osoba starsza i ktoś z ograniczoną mobilnością? Czy do aktywności potrzebujemy pieniędzy, sprzętu i członkostwa w klubie, czy wystarczy wyjść z domu?

„Miasto w ruchu” działa najlepiej właśnie wtedy, kiedy przestajemy traktować je jako wystawę o sporcie. To raczej propozycja innego sposobu czytania miasta. Po jej obejrzeniu łatwiej zauważyć ludzi ćwiczących nad Wisłą, biegaczy na Skarpie, grupę grającą w koszykówkę, dzieci wykorzystujące element architektury niezgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem czy skaterów, którzy w stopniu, murku albo pochyłości dostrzegają coś zupełnie innego niż architekt. I nagle okazuje się, że miasto jest ogromnym urządzeniem do ruchu. Bardzo dobrze, że taka wystawa powstała właśnie w ZODIAKU – miejscu poświęconym rozmowie o architekturze Warszawy. Bo dyskusja o architekturze zbyt często zatrzymuje się na budynkach. Tymczasem miasto zaczyna się naprawdę wtedy, kiedy pojawia się w nim człowiek i zaczyna go używać. Program wystawy również wykracza poza samo oglądanie. Towarzyszą jej spotkania, warsztaty i dyskusje, a także zajęcia pozwalające spróbować różnych form aktywności – od jogi i tenisa stołowego po pickleball i wioślarstwo. Warto więc pójść do ZODIAKU. Nie tylko po to, żeby zobaczyć dobrą wystawę. Raczej po to, żeby po wyjściu z pawilonu spojrzeć na Warszawę trochę inaczej. I zadać sobie proste pytanie: do jakiego ruchu zaprasza mnie to miasto?
„Miasto w ruchu – kultura sportów miejskich Warszawy”
ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
6 sierpnia – 22 listopada 2026
wtorek–piątek: 15.00–19.00
sobota–niedziela: 12.00–19.00



