Dom, który ma prawo nie być dorosły.
O zabawie, napięciu i potrzebie odpuszczania.
Marcin Szczelina
Niepokój nie krzyczy. On raczej cicho układa się na półkach, wciska między meble, siada na kanapie obok laptopa i czeka. Współczesny dom stał się miejscem, w którym wszystko musi działać jednocześnie: praca, opieka, regeneracja, relacje, logistyka codzienności. Tylko jedno słowo coraz częściej wypada z obiegu, zabawa. A przecież to właśnie ona, jak pisał Stephen Nachmanovitch, jest korzeniem, z którego wyrasta twórczość, spontaniczność i zdolność do bycia naprawdę obecnym. Kolekcja GREJSIMOJS marki IKEA nie próbuje tego słowa rehabilitować wprost. Ona raczej wprowadza je tylnymi drzwiami. I robi to zaskakująco skutecznie.

Zabawę bardzo łatwo zredukować do etapu dzieciństwa. Do czasu „przed prawdziwym życiem”. Dorosłość w tej narracji ma być już poważna, produktywna, odpowiedzialna. Dom ma być uporządkowany, przewidywalny, funkcjonalny. Kolor pod kontrolą. Przedmioty na swoich miejscach. Improwizacja zastąpiona instrukcją. Problem polega na tym, że ten model dawno przestał działać. Współczesny dom nie jest już schronieniem przed światem zewnętrznym. Jest jego przedłużeniem. Miejscem, w którym kumuluje się presja, zmęczenie, nadmiar bodźców. W takim środowisku brak zabawy nie jest drobnym deficytem estetycznym. Jest systemowym błędem projektowym, który dotyka nie tylko dzieci, lecz przede wszystkim dorosłych.
Stephen Nachmanovitch w książce Free Play: Improvisation in Life and Art formułuje zdanie, które brzmi prosto, a działa jak wytrych: „Play is the taproot from which original art springs” (Zabawa jest pierwotnym korzeniem, z którego wyrasta oryginalna sztuka). Słowo taproot nie jest tu metaforą miękką. To głęboki, silny korzeń, który sięga tam, gdzie warunki są najtrudniejsze. Nachmanovitch nie mówi o zabawie jako dodatku do twórczości. Mówi o niej jako o warunku jej istnienia. Bez zabawy nie ma improwizacji. Bez improwizacji nie ma kreatywności. Bez kreatywności zostaje tylko powtarzalność i zmęczenie. To myślenie jest zaskakująco bliskie architekturze. Każdy proces projektowy zaczyna się od fazy, którą dorośli lubią racjonalizować: szkice bez celu, modele, które się nie sprawdzają, pomysły „na próbę”. To jest właśnie zabawa. Różnica polega na tym, że po zakończeniu projektu staramy się ją wymazać, jakby była czymś wstydliwym. GREJSIMOJS robi coś odwrotnego, zostawia ślad zabawy w gotowym obiekcie.



Raport IKEA Play 2024 nie odkrywa Ameryki, ale nazywa rzeczy po imieniu. Ponad połowa rodziców deklaruje, że chciałaby bawić się z dziećmi częściej, niż robi to obecnie. Jednocześnie te same osoby wskazują trzy główne bariery: brak czasu, brak przestrzeni oraz brak energii psychicznej po dniu wypełnionym obowiązkami. Badania pokazują również, że dzieci jednoznacznie deklarują wyższy poziom szczęścia w momentach swobodnej zabawy, a dorośli dostrzegają wyraźny związek między zabawą a poczuciem bezpieczeństwa, bliskości i regulacją emocji. Zabawa nie jest więc luksusem ani nagrodą po dobrze wykonanych obowiązkach. Jest mechanizmem równoważenia napięcia, zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Właśnie w tym miejscu pojawia się GREJSIMOJS, nie jako poradnik ani instrukcja, lecz jako projektowa odpowiedź na realny brak. Kolekcja GREJSIMOJS nie organizuje zabawy. Nie narzuca scenariuszy. Nie ustawia domu w tryb czasu wolnego. Zamiast tego robi coś znacznie subtelniejszego: projektuje przedmioty, które same prowokują gest. Dotknięcie. Otwarcie. Przestawienie. Zaskoczenie. Pufa, która po otwarciu pokazuje zęby. Kocie pojemniki, które aż proszą się o pogłaskanie. Głośniki-myszy balansujące między sprzętem audio a zabawką. Lampa-żyrafa świecąca miękko, wpisana w rytuał zasypiania. Futrzany pokrowiec na klasyczne krzesło MAMMUT, który zmienia znany obiekt w coś na granicy mebla i postaci.




Najciekawsze w tej historii wydarza się jednak wtedy, gdy kolekcja przestaje być zestawem obiektów, a zaczyna funkcjonować jako doświadczenie przestrzeni. W warszawskim Studio Jaskółka otwarto tymczasowy showroom GREJSIMOJS trzydniową przestrzeń, do której można przyjść z dziećmi, ale bez podziału na „dorosłych” i „dziecięcych”. Całe studio zostało zaaranżowane jak dom, który na chwilę przestał udawać dorosłego. Tu nie ogląda się przedmiotów z dystansu. Tu się je testuje, przesuwa, dotyka, sprawdza w ruchu, w hałasie, w zmęczeniu i w śmiechu. To nie jest drobny gest. To jest próba przełożenia idei na realne zachowanie. Zabawa nie zostaje tu zamknięta w narracji marketingowej. Zostaje wystawiona na próbę. Dzieci mogą bawić się bez instrukcji. Dorośli, bez poczucia, że robią coś nie na miejscu. Studio Jaskółka na te kilka dni przestaje być showroomem. Staje się laboratorium codzienności, w którym sprawdza się, czy dom może być przestrzenią improwizacji, a nie wyłącznie kontroli.
Warto to powiedzieć jasno i bez przypisu: kolekcję GREJSIMOJS współtworzyły dwie Polki – Maja Ganszyniec i Marta Krupińska. Nie jest to ciekawostka marketingowa, lecz istotny fakt kulturowy. Obie projektantki reprezentują podejście, w którym design nie jest demonstracją formy, lecz narzędziem relacji. Marta Krupińska mówi o zabawie jako sposobie patrzenia na świat, który uruchamia wyobraźnię i pozwala zachować kontakt z wewnętrznym dzieckiem. Jej lampa-żyrafa nie jest żartem formalnym. Jest obiektem miękkiej obecności, czułym elementem domowego rytuału. Maja Ganszyniec od lat projektuje przedmioty, które nie narzucają funkcji, lecz zapraszają do interpretacji. W GREJSIMOJS widać to wyraźnie: obiekty są otwarte, nieostateczne, gotowe na różne scenariusze użycia. To, że właśnie takie wrażliwości znalazły się w międzynarodowym zespole, nie jest przypadkiem. To sygnał, że IKEA potraktowała zabawę jako temat poważny, kulturowo, społecznie i projektowo.


GREJSIMOJS nie zmienia świata. Nie rozwiązuje kryzysu dorosłości ani przebodźcowania. Ale robi coś, co dziś jest bezcenne: tworzy szczelinę ;-). Szczelinę, przez którą do domu może wrócić improwizacja. Śmiech bez powodu. Gest bez celu. Chwila, w której nie trzeba nic osiągać. W świecie obsesyjnie mierzącym efekty, zabawa pozostaje jednym z ostatnich obszarów wolności. Dlatego warto ją projektować świadomie, nie jako dekorację dzieciństwa, lecz jako architekturę relacji, odpoczynku i twórczego oddechu. Jak pisał Nachmanovitch: bez zabawy nie ma twórczości. A bez twórczości nie ma przyszłości, która byłaby czymś więcej niż powtórzeniem zmęczenia.



