Architektura jako narzędzie społecznej zmiany
Hugon Kowalski to jeden z najbardziej inspirujących polskich architektów, którego prace łączą nowatorskie podejście do projektowania z głębokim zaangażowaniem społecznym. Jego kariera nabrała rozpędu po prezentacji projektu „Let’s Talk About Garbage” na głównej wystawie Biennale Architektury w Wenecji w 2016 roku. Do dziś pozostaje to jedyny polski sukces na głównej wystawie tego prestiżowego wydarzenia. Kowalski w swoich projektach nie tylko estetyzuje przestrzeń, ale także szuka rozwiązań dla problemów globalnych, takich jak kryzysy mieszkaniowe czy odpowiedzialne zarządzanie zasobami. W rozmowie z Marcinem Szczeliną, architekt opowiada o swojej drodze zawodowej, kluczowych realizacjach oraz wyzwaniach, które czekają architekturę w przyszłości.

fot. Dawid Majewski
Marcin Szczelina: Hugon, mija ponad osiem lat od naszego udziału w Biennale Architektury w Wenecji w 2016 roku, gdzie zaprezentowaliśmy projekt „Let’s Talk About Garbage” – do dziś pozostaje to jedyny polski sukces na głównej wystawie tej prestiżowej imprezy. Jak z perspektywy czasu oceniasz tamten projekt i jego wpływ na Twoją dalszą drogę zawodową?
Hugon Kowalski: To było wyjątkowe doświadczenie, które zdefiniowało moje podejście do architektury. Ten projekt, mimo że na pierwszy rzut oka dotyczył problemu śmieci, tak naprawdę opowiadał o ludziach i ich codziennym życiu w slumsach. Udział w Biennale pokazał mi, że architektura może być narzędziem do rozwiązywania problemów społecznych na wielką skalę. Było to też wielkie wyzwanie, bo musiałem zaprojektować coś, co działa nie tylko w teorii, ale co mogłoby być realnie zastosowane w trudnych warunkach slumsów Bombaju.
Wspomniałeś o problemach społecznych, które są kluczowe w Twojej pracy. Jakie inne projekty podjęły podobne wyzwania i co najbardziej zainspirowało Cię do działania w tej dziedzinie?
Biennale utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę działać w obszarze architektury, która zmienia życie ludzi. Jednym z moich najważniejszych projektów, była Wieża Wodna w Sudanie, którą zaprojektowałem, inspirując się lokalnymi problemami związanymi z dostępem do wody. To budynek, który nie tylko dostarcza wodę, ale także pełni funkcję społeczną – mieści szpital, szkołę i centrum edukacyjne. Ten projekt był dla mnie kluczowy, bo połączył aspekty zrównoważonego rozwoju z rzeczywistymi potrzebami społeczności, a jednocześnie zachował lokalną tożsamość miejsca, inspirując się tradycyjną formą baobabu. Kilka lat temu takie projekty były traktowane utopijnie, dzisiaj w obliczu kurczących się zasobów naturalnych oraz problemów z dostępem do wody, poszukiwanie alternatyw jest jedyna słuszną drogą.
Twoje projekt sprzed kilku lat mam wrażenie, że dopiero teraz zaczynają być doceniane i rozumiane. Twoje projekty pokazują, że architektura może być czymś więcej niż tylko formą. Jak widzisz przyszłość architektury, szczególnie w kontekście zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności?
Architektura musi zacząć odpowiadać na problemy współczesnego świata. Zmiany klimatyczne, kryzysy społeczne, urbanizacja – to wszystko wymaga nowych podejść i rozwiązań. Coraz częściej spotykam się z pytaniami o to, jak nasze projekty wpływają na otoczenie. Dlatego też moje przyszłe plany zawodowe związane są z projektami, które integrują zrównoważony rozwój z innowacyjnymi technologiami. Przykładem może być projekt osiedla, nad którym obecnie pracuję, gdzie chcemy wykorzystać materiały pochodzące z recyklingu i stworzyć przestrzeń, która harmonijnie współistnieje z naturą. Myślę, że architektura będzie musiała coraz częściej sięgać po rozwiązania, które mają realny wpływ na poprawę jakości życia i ochronę środowiska.
Jak w praktyce wygląda wdrażanie zrównoważonych rozwiązań w Twoich projektach? Czy napotkasz jakieś przeszkody przy wprowadzaniu takich idei?
Zrównoważony rozwój jest nieodłączną częścią współczesnej architektury, ale jego wdrożenie to już inna historia. Największe wyzwanie stanowią koszty i brak pełnego zrozumienia ze strony inwestorów, czym jest zrównoważona architektura. Często spotykam się z przekonaniem, że jest to jedynie „zielony dodatek”, a nie fundamentalna zmiana w podejściu do projektowania. W praktyce jednak zrównoważone rozwiązania nie muszą być droższe, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Zrównoważony rozwój to przede wszystkim dbałość o przyszłość, ale aby go wdrożyć, trzeba przekonać inwestorów, że długoterminowe korzyści przeważają nad początkowymi kosztami.
Mówiłeś kiedyś, że inwestorzy w Polsce są bardziej skupieni na estetyce niż na funkcjonalności społecznej. Czy to się zmienia?
Powoli, ale tak. Inwestorzy zaczynają rozumieć, że architektura to nie tylko wygląd budynku. Zaczynają dostrzegać, że dobrze zaprojektowana przestrzeń może przyciągnąć ludzi, poprawić jakość życia w mieście, a nawet zwiększyć wartość nieruchomości. Dobrym przykładem jest projekt rynku w Poznaniu, gdzie próbowaliśmy wprowadzić więcej funkcji społecznych, które miały na celu integrację mieszkańców. Widać tu ewolucję myślenia – nie chodzi tylko o miejsce do handlu, ale także o przestrzeń spotkań, rekreacji i odpoczynku.
Czy architektura na mniejszą skalę, w miastach średniej wielkości, ma większy potencjał wprowadzania zmian społecznych niż wielkie projekty w dużych metropoliach?
Zdecydowanie tak. W mniejszych miastach czy lokalnych społecznościach architektura ma często bardziej bezpośredni wpływ na życie ludzi. W dużych miastach projekty mogą być imponujące pod względem skali czy formy, ale to w mniejszych miejscowościach każda zmiana w przestrzeni publicznej jest odczuwalna natychmiastowo i może przynieść realne korzyści mieszkańcom. Projekt przebudowy Ogrodu Jordanowskiego w Poznaniu, który realizowałem. To niewielki projekt, ale dla lokalnej społeczności był niezwykle ważny – przywrócił temu miejscu funkcję społeczną, stając się miejscem spotkań, odpoczynku i aktywności. W dużych projektach czasem trudno jest pogodzić wszystkie interesy, co może prowadzić do kompromisów. W mniejszych realizacjach możemy skupić się na potrzebach danej społeczności i stworzyć coś, co naprawdę odpowiada na ich oczekiwania.
Praca zespołowa to coś, o czym często wspominasz w swoich wypowiedziach.
Zespół to podstawa. W UGO Architecture staram się tworzyć miejsce, gdzie każdy może wnieść coś od siebie. Nie traktuję moich współpracowników jak wykonawców moich pomysłów – są częścią procesu twórczego. Przykład? Kiedy projektowaliśmy cukiernię Bon Bon w Opolu, wiele kluczowych decyzji powstało w wyniku dyskusji zespołowych. Wierzę, że praca zespołowa pozwala na tworzenie bardziej złożonych i innowacyjnych projektów, a różnorodność punktów widzenia wzbogaca efekt końcowy
Choć sam masz już spory dorobek, wciąż jesteś postrzegany jako młody architekt i Twoja pracownia UGO Architecture jest często zaliczana do młodych, progresywnych biur. Jak patrzysz na młode pracownie architektoniczne, które wchodzą na rynek? Jak trudne są początki i jak udaje Ci się balansować między realizacją swoich idei a prowadzeniem pracowni, która pozwala na utrzymanie się?
Bycie młodą pracownią to podwójne wyzwanie. Z jednej strony jest się bardziej elastycznym, otwartym na nowe idee i mniej związanym z pewnymi schematami, co pozwala realizować odważniejsze projekty. Z drugiej – konkurencja jest ogromna, a utrzymanie się na rynku wymaga sporo determinacji. Początki były dla mnie trudne, jak dla większości architektów. Mimo sukcesów, takich jak nagroda Archiprix, nie mogłem od razu liczyć na duże, komercyjne zlecenia. Wtedy konkursy były dla mnie kluczowe, pozwalały się pokazać i zdobyć doświadczenie. Trzeba było nauczyć się godzić realizację idei z rzeczywistością finansową, co często oznaczało, że musiałem podejmować się mniejszych projektów, takich jak wnętrza, aby móc realizować większe, bardziej ideowe przedsięwzięcia. Ale to, co jest najważniejsze, to konsekwencja w dążeniu do realizacji własnej wizji. W Polsce, szczególnie dla młodych pracowni, łatwo jest dać się ponieść trendom czy wymaganiom rynku, które często narzucają estetykę ponad funkcjonalnością i odpowiedzialnością społeczną. Dla mnie kluczowe było zawsze to, żeby nie tracić z oczu tego, po co w ogóle zacząłem projektować – po to, by tworzyć przestrzenie, które mają realny wpływ na ludzi. Utrzymanie się z tego nie zawsze jest łatwe, ale jeśli jest się wiernym swoim wartościom, w końcu można znaleźć inwestorów, którzy to docenią. Głęboko w to wierzę.

fot. Dawid Majewski
Nad czym teraz pracujesz? Czy masz w głowie jakiś konkretny projekt, który chciałbyś zrealizować?
Może nie jakiś konkretny, ale chciałbym tworzyć architekturę, która jest tłem miłych chwil i wspomnień. Zaprojektować wnętrze domu tak, aby dziecko, które się w nim wychowa wracało wspomnieniami do tego miejsca jako ciepłej przestrzeni, która go ukształtowała. Szkoły podstawowe, domy, mieszkania, domki na drzewie, place zabaw – wspieranie zróżnicowanych użytkowników i tworzenie dla nich tła – pola do zabawy oraz miejsca, gdzie można się rozwijać, poznawać i tworzyć przyjemne wspomnienia.



