ArchitectureCultureDesignSuccess stories

Lust for Life. Lust for Business. Wielkie idee spotykają rynek

Zdjęcia. Kuba Łysiak 

W Polsce odbywa się wiele konferencji o architekturze i designie. Znacznie trudniej znaleźć taką, która zaczyna się tam, gdzie zwykle kończy się rozmowa o wielkich ideach: przy pieniądzach, produkcji, sprzedaży, ryzyku i zysku. Pierwsza edycja Lust for Life. Lust for Business, zorganizowana przez ARCHISNOB i Wise Habit, powstała właśnie po to, żeby skonfrontować projektowanie z rynkiem i sprawdzić, co dzieje się z dobrą ideą, kiedy trzeba zamienić ją w działający biznes.

 

 

29 września w siedzibie Stowarzyszenia Architektów Polskich przy Foksal 2 w Warszawie spotkali się architekci, projektanci, przedsiębiorcy, producenci i ludzie związani z technologią. Nie po to, żeby przez kilka godzin oglądać kolejne realizacje i słuchać, jak powinien wyglądać świat. Lust for Life. Lust for Business zaczęło się od pytania znacznie mniej wygodnego: co dzieje się z dobrą ideą, kiedy trzeba ją wyprodukować, sfinansować, sprzedać, zbudować wokół niej zespół i jeszcze na niej zarobić?

 

Organizatorami konferencji były ARCHISNOB i Wise Habit, a za jej koncepcję i program merytoryczny odpowiadali Marcin Szczelina i Marcelina Plichta-Wabnik. Od początku chodziło o spotkanie dwóch środowisk, które w rzeczywistości są od siebie całkowicie zależne, choć nie zawsze mówią tym samym językiem. Architektura i design przyzwyczaiły się do rozmów o jakości, odpowiedzialności, mieście, klimacie czy pięknie. Biznes wcześniej czy później zadaje jednak pytanie o koszt, sprzedaż, skalę, ryzyko i zysk. Bez tej perspektywy rozmowa o projektowaniu pozostaje niepełna.

 

 

 

Stąd Lust for Life. Tytuł zaczerpnięty z utworu Iggy’ego Popa dobrze oddaje energię, od której wszystko się zaczyna. Apetyt na życie jest przecież również apetytem na rzeczy, miejsca i doświadczenia. Chcemy lepiej mieszkać, dobrze pracować, podróżować, otaczać się przedmiotami, które coś dla nas znaczą. Architektura i design nadają tym pragnieniom materialny kształt. Do Lust for Life dopisano Lust for Business, ponieważ sam apetyt nie wystarcza. Pomysł trzeba sfinansować, wyprodukować i sprzedać. Firma, która chce się rozwijać, musi zarabiać, zatrudniać ludzi i brać za nich odpowiedzialność. Budynek, zanim stanie się architekturą, potrzebuje działki, kapitału, prawa i całego procesu inwestycyjnego. Właśnie tam wielkie idee po raz pierwszy naprawdę zderzają się z rzeczywistością.

 

 

Program konferencji został zbudowany wokół dwóch wyraźnych części. The Business of Desire koncentrował się przede wszystkim na designie rozumianym jako produkt, który musi przejść drogę od pomysłu przez produkcję aż do sprzedaży. Architecture, Taste & Power dotyczył architektury, nowych narzędzi i zmieniającej się roli architekta. Pierwszy blok pytał, jak z dobrego projektu zbudować dobry biznes. Drugi sprawdzał, jak dzisiaj można wykonywać zawód architekta, poszerzać pole własnego działania i mieć większy wpływ na proces, który prowadzi do powstania budynku.

 

 

Pierwszy blok zaczął się od człowieka, który kupuje. Phil Barden od ponad 25 lat zajmuje się tym, dlaczego wybieramy jedne produkty, a innych nawet nie zauważamy. Zdobywał doświadczenie w takich firmach jak Unilever, Diageo i T-Mobile, a wiedzę z praktyki marketingowej połączył z ekonomią behawioralną i badaniami nad podejmowaniem decyzji w książce Decoded: The Science Behind Why We Buy. Publikacja przyniosła mu międzynarodową rozpoznawalność i stała się ważną pozycją dla ludzi zajmujących się marketingiem i zachowaniami konsumentów. Barden nie przyjechał więc do Warszawy uczyć projektantów reklamy. Interesowało go coś znacznie ciekawszego: co dzieje się od chwili stworzenia dobrej rzeczy do momentu, w którym ktoś naprawdę zaczyna jej chcieć? To pytanie szybko rozprawia się z jednym z najbardziej uporczywych przekonań świata kreatywnego, że dobry projekt w końcu obroni się sam. Nie zawsze się obroni. Może być świetnie zaprojektowany i źle wyceniony, zdobywać nagrody i nie znajdować klientów. Może nigdy nie wyjść poza prototyp, ponieważ nikt odpowiednio wcześnie nie pomyślał o tym, jak go produkować i jak znaleźć dla niego odbiorcę.

 

 

Ten moment, kiedy projekt opuszcza bezpieczną przestrzeń studia, jest dobrze znany Marcelinie Plichcie-Wabnik, założycielce Wise Habit, przedsiębiorczyni i strateg, która uczestniczyła w tworzeniu i rozwijaniu ponad 300 produktów. Jej wystąpienie From Good Design to Good Business dotyczyło komercjalizacji, produkcji, skalowania i budowania strategii wokół projektu. Design nie kończy się przecież wtedy, kiedy projektant zamyka plik. Dopiero później zaczyna się długa droga, której odbiorca najczęściej w ogóle nie widzi. Pojawia się producent, technologia, materiał, logistyka, cena, komunikacja i dystrybucja. Na końcu ktoś musi jeszcze zdecydować, że właśnie tego przedmiotu potrzebuje i jest gotowy za niego zapłacić. Można stworzyć znakomity produkt i zbudować wokół niego fatalny biznes. Można też stworzyć świetnie działającą firmę sprzedającą rzeczy, które niewiele wnoszą. Najtrudniejsze jest połączenie jakości projektu z modelem, który pozwala mu rzeczywiście funkcjonować na rynku.

 

 

Do tej rozmowy Wojciech Bagiński dołożył odpowiedzialność. Międzynarodowy prawnik, partner Impactiv.Law i członek zarządu B Lab Global od lat zajmuje się zmianą sposobu myślenia o przedsiębiorstwie i odpowiedzialnością biznesu wykraczającą poza interes samych udziałowców. Jego pytanie Can Responsibility Be Profitable? trafiało więc dokładnie w środek problemu. Łatwo napisać strategię pełną dobrych intencji. Znacznie trudniej przełożyć je na sposób produkcji, umowy, relacje z pracownikami, łańcuch dostaw czy decyzje finansowe. Odpowiedzialność zaczyna coś znaczyć dopiero wtedy, kiedy wpływa na sposób, w jaki firma rzeczywiście działa.

 

 

Pierwszą część dnia zamknęła rozmowa z udziałem Wojciecha Bagińskiego, Michała Kicińskiego, Karoliny Janczy i Marceliny Plichty-Wabnik. Obecność Kicińskiego miała tutaj szczególne znaczenie. Współzałożyciel CD Projektu uczestniczył w budowaniu firmy, która z niewielkiego polskiego przedsiębiorstwa stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek polskiej branży technologicznej i gamingowej na świecie. Doświadczenie człowieka, który obserwował taką drogę od środka, pozwala inaczej rozmawiać o ambicji, skali i ryzyku. Jeden z najbardziej przyziemnych, a przez to najmocniejszych tematów rozmowy wprowadziła jednak Karolina Janczy. Zwróciła uwagę na paradoks dobrze znany każdemu, kto prowadzi pracownię. Żeby zdobywać większe projekty, potrzebny jest zespół, ale żeby ten zespół utrzymać, potrzebna jest ciągłość projektów. Tej właściwie nigdy nie można zagwarantować. W takim momencie słowo „biznes” przestaje oznaczać wykresy wzrostu. Za decyzją o przyjęciu kolejnego zlecenia albo zatrudnieniu nowej osoby stoją ludzie, którym każdego miesiąca trzeba wypłacić wynagrodzenie. Firma przestaje być wyłącznie własnym marzeniem. Staje się odpowiedzialnością również za tych, którzy zdecydowali się w to marzenie wejść.

Pierwszy blok prowadził więc od pragnienia do produktu, odsłaniając po drodze całą rzeczywistość ukrytą za przedmiotem, który później widzimy w sklepie, hotelu czy restauracji. Dobry design potrzebuje dobrego biznesu nie dlatego, że wszystko należy podporządkować sprzedaży. Potrzebuje go dlatego, że bez sprawnego biznesu może nigdy nie dotrzeć do ludzi.

 

 

Po przerwie konferencja wyraźnie zmieniła perspektywę. Drugi blok był już poświęcony przede wszystkim architekturze. Architecture, Taste & Power stawiało pytanie o to, jak zmienia się sam zawód architekta. Z jakich nowych narzędzi może korzystać? Jak może lepiej organizować własną pracę? Czy musi czekać na inwestora, który przyniesie gotowe zadanie, czy może sam wcześniej wejść w proces, budować partnerstwa, rozumieć finansowanie i brać większą odpowiedzialność za warunki, w których architektura powstaje? To dlatego w jednym bloku mogły znaleźć się sztuczna inteligencja, Fernando Menis, Deadline Architects i doświadczenie Karola Fiedora. Na pierwszy rzut oka są to bardzo różne historie. Łączyło je jednak pytanie o to, czym dzisiaj dysponuje architekt i jak daleko może wyjść poza tradycyjnie rozumianą rolę projektanta.

 

Oskar Markiewicz, specjalista zajmujący się między innymi technologiami związanymi z wyszukiwaniem, LLM i budowaniem narzędzi opartych na AI, patrzył na sztuczną inteligencję od strony systemów, danych i procesów. Bartłomiej Spasowski, założyciel modulla.ai i specjalista od projektowania procesów, schodził jeszcze bliżej codzienności firmy, pokazując możliwości praktycznego wykorzystania technologii w jej funkcjonowaniu. AI nie pojawiło się więc jako kolejna maszyna do produkowania efektownych obrazów. Znacznie ciekawsze było pytanie o to, co może zmienić w codziennym działaniu pracowni: w researchu, dokumentacji, analizie informacji, organizacji wiedzy czy wykonywaniu powtarzalnych zadań. Technologia może przyspieszyć wiele czynności, ale sama nie naprawi źle zorganizowanej pracy. Najpierw trzeba wiedzieć, jaki problem chce się rozwiązać. Wystąpienia Oskara Markiewicza i Bartłomieja Spasowskiego dopełniła rozmowa, która przeprowadziła Anna Domin, Ambasadorka AI oraz ekspertka badająca technologię przez pryzmat humanizmu i etyki. 

 

 

 

Po rozmowie o technologii na scenie pojawił się Fernando Menis i temperatura spotkania zupełnie się zmieniła.Hiszpański architekt od ponad czterdziestu lat rozwija własny język architektury wyrastającej z krajobrazu, materiału, światła i dźwięku. Jego prace były prezentowane między innymi na Biennale Architektury w Wenecji i w MoMA, a w Polsce jego nazwisko najmocniej kojarzone jest z CKK Jordanki w Toruniu. W Warszawie pokazywał między innymi Park Seo-Bo Museum of Art na wyspie Jeju oraz transformację historycznego kompleksu Viera y Clavijo na Teneryfie. Powracała również rozwijana przez niego idea Zero Kilometer Architecture, oparta na szukaniu materiałów, wiedzy i możliwości możliwie blisko miejsca, w którym powstaje budynek. Po AI była to potrzebna zmiana perspektywy. Zamiast algorytmu pojawił się ciężar materiału, zamiast automatyzacji sposób, w jaki światło zmienia przestrzeń. Menis przypomniał, że niezależnie od tego, jak bardzo zmienią się narzędzia architekta, ostatecznie projektuje on dla człowieka. Architekturę trzeba przejść, usłyszeć, dotknąć. Obraz oglądany na ekranie pozostaje tylko fragmentem tego doświadczenia. Nie czekać, aż zadzwoni inwestor Najbardziej radykalne pytanie drugiego bloku dotyczyło jednak nie tego, jak projektować, lecz w jakim modelu pracować.

 

 

Britta Jürgens i Matthew Griffin, założyciele Deadline Architects, od ponad trzech dekad działają na styku architektury i aktywizmu miejskiego. Ich berlińska praktyka jest przykładem myślenia o architekcie jako o kimś, kto nie musi pojawiać się dopiero wtedy, gdy wszystkie najważniejsze warunki projektu zostały już ustalone. Najlepiej pokazuje to FRIZZ23 w Berlinie-Kreuzbergu. Najciekawszy w tej realizacji nie jest wyłącznie sam budynek, lecz sposób, w jaki doszło do jego powstania. Deadline nie czekało na inwestora z działką, pieniędzmi i gotowym briefem. Architekci weszli w proces wcześniej, uczestniczyli w budowaniu grupy przyszłych użytkowników, organizacji przedsięwzięcia oraz tworzeniu jego ekonomicznych podstaw. Ta zmiana kolejności ma ogromne znaczenie. W tradycyjnym modelu architekt często pojawia się wtedy, kiedy działka została kupiona, finansowanie policzone, program określony, a duża część najważniejszych decyzji już zapadła. Nadal może stworzyć świetny budynek, ale działa w granicach wyznaczonych wcześniej przez innych.

 

Deadline pokazuje, że można spróbować usiąść przy stole wcześniej. Architekt może inicjować przedsięwzięcie, szukać partnerów, budować grupę, rozmawiać o własności i finansowaniu, negocjować z miastem. Projektowanie budynku staje się wtedy częścią znacznie większego procesu. Rozmowę z Jürgens i Griffinem prowadził David Basulto, chilijski architekt i współzałożyciel ArchDaily, jednego z najbardziej wpływowych globalnych mediów poświęconych architekturze. Od blisko dwóch dekad obserwuje, jak architektura powstaje w bardzo różnych warunkach społecznych, ekonomicznych i politycznych; był również współkuratorem Pawilonu Krajów Nordyckich podczas Biennale Architektury w Wenecji w 2016 roku. W tej rozmowie FRIZZ23 przestawał być tylko ciekawym przypadkiem z Berlina. Stawał się pytaniem o przyszłość zawodu.

 

Miasta nie powstają przecież wyłącznie z dobrych i złych projektów. Kształtują je ceny gruntów, własność, prawo, kapitał, polityka i interesy inwestorów. Architekt, który chce mieć realny wpływ na miasto, musi rozumieć te mechanizmy. Czasami powinien również spróbować stać się ich aktywnym uczestnikiem.

 

 

Właśnie tutaj historia z Berlina spotkała się z bardzo konkretnym polskim doświadczeniem. Karol Fiedor, założyciel CDF Architekci, wrócił do poznańskiego UBIQ 34, kompleksu biurowo-usługowego łączącego współczesną architekturę z zachowaną zabudową dawnych koszar. To jedna z ważnych realizacji pracowni, nagradzana również za architekturę i sposób, w jaki wprowadziła nowe funkcje w istniejącą tkankę miasta. W tym przedsięwzięciu Fiedor nie występował wyłącznie jako projektant. Znalazł się także po stronie inwestorskiej. Wtedy wygodny podział ról przestaje działać. Nie ma już architekta, który chciał dobrze, i inwestora, który kazał ciąć koszty. Każda decyzja projektowa ma konsekwencję finansową, a każda decyzja ekonomiczna zostawia ślad w architekturze. Trzeba samemu zdecydować, gdzie warto wydać więcej, jakie ryzyko można podjąć, z czego można zrezygnować i gdzie przebiega granica, po przekroczeniu której całe przedsięwzięcie traci ekonomiczny sens. W rozmowie z Marcinem Szczeliną Fiedor mówił również o perspektywie, którą daje trzydzieści lat praktyki. Doświadczenie nie usuwa niepewności i nie daje automatycznie dystansu do własnej pracy. Z czasem zmienia się raczej skala odpowiedzialności. Ambicję architekta trzeba nauczyć się godzić z odpowiedzialnością przedsiębiorcy.

 

Zestawienie doświadczeń Deadline Architects i Fiedora dobrze pokazywało, dokąd zmierzała ta część konferencji. Architekt może wyjść poza rolę osoby czekającej na gotowe zlecenie. Większa sprawczość ma jednak swoją cenę. Wraz z kontrolą przychodzi ryzyko, a wraz z możliwością podejmowania decyzji coraz trudniej odpowiedzialność za ich konsekwencje przerzucać na kogoś innego. W tym sensie drugi blok nie był opowieścią o kilku nowych narzędziach. Narzędziem może być AI, ale może nim być również inny sposób prowadzenia pracowni, umiejętność budowania partnerstw, wcześniejsze wejście w proces inwestycyjny albo decyzja o zostaniu inwestorem własnego projektu.

 

Pytanie przestaje więc brzmieć wyłącznie: jak projektować lepiej? Coraz częściej trzeba zastanowić się nad tym, jak stworzyć warunki, w których lepsza architektura w ogóle będzie mogła powstać.

Rozmowa trwała dalej Ostatni panel nie zakończył wydarzenia. Lust for Life. Lust for Business płynnie przeszło w część wieczorną i trwało do późnych godzin. Rozmowy rozpoczęte na scenie przeniosły się między uczestników. Sprzyjał temu również sam układ konferencji. Zamiast klasycznych rzędów krzeseł pojawiły się wspólne stoły, przy których architekt mógł znaleźć się obok przedsiębiorcy, producent obok projektanta, a rozmowa rozpoczęta podczas wystąpienia mogła trwać długo po jego zakończeniu.

 

 

Pierwsza edycja wydarzenia nie mogłaby powstać w tej skali bez partnerów, którzy zdecydowali się wejść w jego nową formułę. Partnerem strategicznym Lust for Life. Lust for Business był CIFF Guangzhou, China International Furniture Fair, jedna z najważniejszych międzynarodowych platform związanych z przemysłem meblarskim, wyposażeniem wnętrz, produkcją i designem. Warszawska konferencja rozpoczęła oficjalną współpracę z CIFF Guangzhou. To początek większego projektu, którego ambicją jest budowanie rzeczywistych relacji pomiędzy europejskim środowiskiem architektury i designu a możliwościami produkcyjnymi i biznesowymi rynku chińskiego.

Głównym partnerem konferencji było LD Seating, a Stowarzyszenie Architektów Polskich zostało partnerem wydarzenia i gospodarzem miejsca przy Foksal 2.

Konferencję wsparli również BMW, USM, Jung, Muuto, Unitra, Tubądzin, Artemide, Papadeco, HUSH Office, Focus Hotel oraz ADVERTIS. Partnerem wydarzenia była także ÉTÉ, restauracja działająca w ogrodach Pałacu na Foksal, która towarzyszyła konferencji od strony kulinarnej.

Ta lista nie jest jedynie obowiązkowym podziękowaniem na końcu relacji. Dobrze pokazuje, jak szeroko pomyślane było samo wydarzenie. W jednym miejscu spotkały się architektura, design, produkcja, technologia, motoryzacja, światło, materiały, meble i gastronomia. Tak właśnie wygląda dzisiaj rzeczywisty świat projektowania. Nie jest samotną wyspą, tylko systemem zależności.

Wielkie idee muszą umieć żyć Po całym dniu można było wrócić do pytania postawionego na początku. Co dzieje się z dobrą ideą, kiedy spotyka rynek? Czasami rynek pozwala jej znaleźć odbiorców i rosnąć. Czasami wymusza kompromis. Bywa też bezlitosny i pokazuje błędy, których wcześniej nie chcieliśmy dostrzec. Jeśli jednak projekt ma wyjść poza prezentację, konkursową planszę czy ekran komputera, tego spotkania nie da się uniknąć.

 

Architektura i design świetnie nauczyły się mówić o klimacie, odpowiedzialności, mieście, pięknie i przyszłości. Znacznie mniej swobodnie rozmawiają o tym, ile kosztuje prowadzenie pracowni, jak utrzymać zespół, gdzie znaleźć finansowanie, jak wprowadzić produkt na rynek, zwiększyć skalę działalności i dobrze zarabiać na własnej pracy. Pieniądze wciąż bywają traktowane jak coś podejrzanego, jakby sama rozmowa o nich mogła odebrać projektowaniu część jego wartości. Tymczasem rynek nie zaczyna się tam, gdzie kończy się projektowanie. Jest częścią tego samego procesu.Dobrze funkcjonująca pracownia może zatrudniać świetnych ludzi i dawać im czas na dobrą pracę. Producent, który zarabia, może inwestować w prototypy, technologie i odważniejsze produkty. Architekt rozumiejący mechanizmy finansowania może wcześniej wejść do procesu inwestycyjnego i mieć większy wpływ na jego rezultat. Zysk nie gwarantuje jakości, ale brak ekonomicznej trwałości bardzo szybko odbiera możliwość jej tworzenia.

 

Z tej potrzeby powstało Lust for Life. Lust for Business. ARCHISNOB i Wise Habit nie chciały podporządkować projektowania biznesowi ani każdej idei przeliczać na wynik w Excelu. Chodziło o coś bardziej podstawowego: przestać udawać, że wielkie idee i rynek funkcjonują w dwóch osobnych światach. Być może właśnie to zostało po pierwszej edycji najmocniej. Dobre idee nie tracą wartości w chwili, kiedy zaczynamy rozmawiać o pieniądzach. Przeciwnie, dopiero wtedy zaczynamy poważnie zastanawiać się nad tym, co zrobić, żeby przetrwały próbę rzeczywistości. Żeby nie skończyły jako efektowna wizualizacja, prototyp, konkursowy projekt czy ambitny plan, lecz rzeczywiście stały się produktem, budynkiem, firmą albo zmianą w mieście. Pierwsza edycja nie przyniosła jednej odpowiedzi i chyba dobrze. Pokazała za to, jak wielu rozmów wciąż brakuje w polskim środowisku architektury i designu. O pieniądzach bez skrępowania, o sukcesie bez kompleksów, o porażkach bez ich pudrowania, o odpowiedzialności za ludzi, o nowych technologiach, ale też o nowych sposobach wykonywania zawodu. O tym, jak zachować ambicję i jednocześnie nauczyć się funkcjonować w świecie, który rzadko układa się zgodnie z intencją projektanta.

Dlatego Lust for Life. Lust for Business będzie miało kolejną odsłonę. Pierwsza konferencja otworzyła rozmowę, którą ARCHISNOB i Wise Habit chcą prowadzić dalej, zapraszając do niej kolejnych architektów, projektantów, przedsiębiorców i ludzi, którzy potrafią przekraczać granice swoich zawodów.

 

Skoro wszystko zaczęło się od Iggy’ego Popa, przy nim można również zostać na koniec. Apetyt jest potrzebny, żeby zacząć. Później przychodzą praca, ludzie, pieniądze, ryzyko, kilka złych decyzji i, jeśli wszystko dobrze pójdzie, także sukces. Najważniejsze, żeby po drodze nie stracić apetytu. Do zobaczenia na kolejnej edycji Lust for Life. Lust for Business.