ArchitectureCultureDesign

W designerskim kołowrotku

Małgorzata Szczepańska 

 

Chyba żadne inne słowo, nie jest tak często nadużywane i odmieniane przez wszystkie przypadki, stawiane w dowolnej formie przed podmiotami lub po nich, po rzeczownikach czy też czasownikach – jak design. Mamy magazyny z designem, osobowości designu, designerskie projekty, wnętrza, meble, architekturę, przestrzenie ogrodowe, ubrania, przedmioty, a nawet – ku mojemu zaskoczeniu – również rośliny, kolory i potrawy. 

 

Fot Piotr Gęsicki

 

Ostatnio bardzo rozbawił mnie fragment tekstu, w jednej z poczytnych gazet, z którego dowiedziałam się, że mogę być też posiadaczką designerskiego kremu. Chwała temu, kto wyjaśni mi, na czym ma polegać kremowy design. I czy po użyciu takiego kosmetyku twarz staje się też designerska? 

Tak, wiem, trochę ironizuję, bo oczywiście zrozumiałam, że autorowi chodziło po prostu o podkreślenie oryginalności opakowania (które akurat nie wyróżniało się niczym szczególnym), ale czy słowo „designerskie” było w tej sytuacji naprawdę niezbędne, czy zagwarantowało lepszy odbiór produktu? Śmiem twierdzić, że nie. Nie przeczę, opakowanie jest istotne, w przypadku niektórych obiektów nawet stanowi ich integralną część – ułatwia lub utrudnia użytkowanie. Może nas również zaciekawić, zachwycić, zaintrygować, sprawić, że produkt stanie się bardziej pożądany od innych, ale nigdy nie powinno nas ono oszukiwać, być tylko efektownym wabikiem, sprytnie odciągającym uwagę od jakości głównego produktu. Nadużyciem i ogromną naiwnością byłoby myślenie, że ten czy inny przysłowiowy krem, stół czy szklanka nabierają dodatkowej wartości tylko z powodu efektownego opakowania czy dodania w opisie jednego pożądanego określenia. Nie wolno nam pozwolić, by jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki słowo „design” zmieniało postrzeganie rzeczy, przykrywało niedoskonałości, kiepskie wykonanie, brak profesjonalizmu. 

 

Znacie to? Zaprojektowane tak dobrze, że w codziennym użytkowaniu aż niedostrzegane? Do historii przeszła już moja rozmowa z wybitnym projektantem, osobowością artystyczną i cudownym człowiekiem Markiem Cecułą o trudnej sztuce profilowania dzióbka w czajniczku do herbaty i uszka w filiżance. I chociaż mogłoby się wydawać: ot, błahy temat, to jeśli na chwilę zastanowimy się nad tym zagadnieniem, okaże się, że nie ma wśród nas osoby, która chociaż raz nie oblała stołu lub siebie podczas nalewania herbaty ze źle zaprojektowanego „designerskiego” czajniczka czy też nie była w stanie wygodnie utrzymać w dłoni „designerskiej” filiżanki. Bo dobre wzornictwo to nie chwytliwy wyraz, lecz idealne połączenie funkcji i formy projektowa rzetelność i najlepsza odpowiedź na potrzeby odbiorcy. Jak mówił amerykańsko – brytyjski, pisarz, teoretyk i krytyk Henry James: „Treść i forma – są jak igła i nić, a nie słyszałem o krawcu, który by zalecał używanie nici bez igły lub igły bez nici”. 

 

W czym więc tkwi ta powszechna potrzeba nadużywania słowa „design”, tym bardziej niezrozumiała, że polski odpowiednik – wzornictwo – nie ma takiej mocy? To pytanie do socjologów. Jedno jest pewne dobrze zaprojektowany produkt, nie jest tylko ładny czy tylko funkcjonalny, on również nie pozostawia przestrzeni na zakłopotanie spowodowane niemożnością jego intuicyjnego użycia. 

 

  1. Według rozstrzygnięcia międzynarodowego konkursu EDIDA Designerem Roku 2026 został projektant łączący w swojej pracy technologię z rzemiosłem, Cristián Mohaded, znany m.in. z kolekcji dla Moooi, Molteni, Loro Piana czy Louis Vuitton, natomiast tytuł Interior Designer powędrował do Festen Architecture. Projektanci tego studia: Charlotte de Tonnac i Hugo Sauzay, zostali docenieni za spójne podejście do projektowania i rozpoznawalny, wyrafinowany styl.