Architektura, która nie szuka zachwytu
Na zaproszenie Geberit do Polski przyjechał Gion A. Caminada – architekt, którego twórczość jest jednym z najpiękniejszych przykładów współczesnego humanizmu w architekturze. Jego budynki w Gryzonii – od Stiva da Morts po Casa Caminada – pokazują, że wrażliwość może być równie konstruktywna jak beton, a tradycja nie jest przeszłością, lecz procesem ciągłego odnawiania. Rozmawiamy w Warszawie o czasie, krajobrazie, oknach, które uczą pokory, i o tym, czym dzisiaj jest czułość w świecie, który coraz mniej potrafi odczuwać. Caminada mówi z powściągliwością człowieka, który wie, że sens architektury zaczyna się wtedy, gdy milknie forma.

Marcin Szczelina: Zanim został Pan architektem, był Pan cieślą. Powiedział Pan kiedyś, że chciał w ten sposób zrozumieć materiał. Czy to doświadczenie nadal wpływa na Pana sposób projektowania?
Gion A. Caminada: Rzemiosło to była moja pierwsza lekcja pokory. Uczy, że nie można walczyć z materią, tylko z nią rozmawiać. Drewno ma swój rytm – oddycha, starzeje się, zmienia kolor, pachnie inaczej zimą, a inaczej w słońcu. Kiedy człowiek dotknie belki, która była ścięta sto lat temu, czuje, że to nie jest martwa materia. To pamięć. Budując, próbuję ją wydobyć, a nie ukryć. Cieśla musi wiedzieć, że nie wszystko da się naprawić – i to jest najpiękniejsza lekcja architektury: świadomość granic. Nie mogę wymagać od drewna, żeby było jak stal, tak samo jak nie mogę wymagać od człowieka, by był kimś innym, niż jest. Architektura zaczyna się od szacunku.
Powiedział Pan, że materiał ma głos. Jak go usłyszeć?
Materiał mówi, kiedy architekt milknie. To kwestia uważności. Czasem wystarczy spojrzeć, jak światło przesuwa się po powierzchni ściany albo jak dźwięk odbija się od stropu. To są znaki. W moich projektach staram się tworzyć przestrzenie, które mają swoją akustykę – swoje echo i swoją ciszę. Kiedy ściana staje się ciepła, kiedy drewno pachnie, kiedy cień ma głębię – wtedy materia zaczyna opowiadać. Nie chodzi o to, by projektować „efektownie”, ale by nadać materiałowi godność.
Czy współczesna architektura jeszcze słucha materiału, czy raczej go używa?
Wielu architektów używa materiału jak słowa, którego znaczenia nie zna. Beton, szkło, metal – wszystko brzmi podobnie, bo zapomnieliśmy, że architektura to język, nie system. Nie ma nic złego w dekoracji, jeśli wypływa z konstrukcji. Ale ornament staje się problemem, gdy zastępuje sens. Wolę, gdy materia mówi, niż gdy jest ilustrowana. Dla mnie różnica między „atmosferą” a „charakterem” przestrzeni jest zasadnicza. Atmosferę można stworzyć światłem, muzyką, zapachem. Charakter wynika z relacji między człowiekiem, konstrukcją i światłem. On jest trwały.
W jednym z wywiadów powiedział Pan, że nikt w Pana rodzinnej wiosce nie mówił, że krajobraz jest piękny – on po prostu był.
Tak, bo nie trzeba nazywać czegoś, czym się oddycha. Moi rodzice nie mówili o pięknie natury, oni ją współtworzyli – przez pracę, przez rytuały codzienności. Dziś natura stała się spektaklem. Widzimy ją przez panoramiczne okna, fotografujemy, konsumujemy. Ale prawdziwe współistnienie z krajobrazem wymaga rezygnacji z dystansu. Wolę małe okno niż wielką szybę, bo małe okno uczy skupienia. Pozwala zobaczyć świat nie cały, ale taki, jaki jesteśmy w stanie unieść.
Czy to znaczy, że okno też może być narzędziem filozofii, a nie tylko detalu?
Zdecydowanie. Okno jest o wiele ważniejsze niż się wydaje. To granica między tym, co w nas, a tym, co na zewnątrz. W Stiva da Morts, domu żałoby, są okna wąskie i głębokie, przez które można patrzeć, ale można też się ukryć. Człowiek, który żegna się ze światem, potrzebuje widzieć niebo, ale nie być widziany. Architektura ma obowiązek zrozumieć te subtelne potrzeby. Okno nie służy do patrzenia, ale do odczuwania. To rodzaj kadru emocjonalnego – jak w malarstwie, tylko bez farby.
Jak zmieniło się Pana myślenie o materiale w kontekście zrównoważonego projektowania?
Nie mogę już projektować tak jak trzydzieści lat temu. Każda decyzja ma konsekwencje. Kiedyś beton był symbolem nowoczesności. Dziś jest symbolem niepokoju. Ale nie chodzi o to, żeby z niego rezygnować – tylko, żeby używać go świadomie. Beton jest piękny, jeśli jest potrzebny. Zrównoważenie nie polega na zakazach, ale na szacunku. Drewno, glina, kamień, stal – każdy materiał ma swoje miejsce i swój sens. Architektura, która zna swoje ograniczenia, staje się mądrzejsza.
Czas jest jednym z głównych bohaterów Pana projektów. Jak Pan go traktuje?
Czas to mój ulubiony materiał. Dom, który się starzeje, to dom, który żyje. Staram się projektować tak, żeby budynek po dwudziestu latach był lepszy niż w dniu otwarcia. Drewno ciemnieje, kamień się ściera, farba blaknie – i to wszystko jest piękne, jeśli wynika z życia, a nie z zaniedbania. Architektura powinna akceptować czas, a nie go udawać. Trwałość nie polega na wieczności, ale na zdolności do przemiany.
Jak w takim razie projektuje się światło?
Światło jest jak powietrze – jego nie widać, dopóki się go nie straci. W moich budynkach światło ma strukturę. Nie wchodzi agresywnie, tylko powoli, jak gość, który zna zasady domu. Uczy pokory. Najpiękniejsze światło to to, które nie jest oczywiste – które wydobywa fakturę ściany, a nie ją oślepia. Światło ma emocjonalną pamięć. Ludzie pamiętają nie kształty, ale to, jak w danym miejscu czuli się w świetle.
Czy architektura w mieście może być równie uważna jak ta w górach?
Tak, jeśli nie udaje natury. Miasto też ma swoją topografię, swoje rzeki i swoje wiatry, tylko są z betonu. W urbanistyce też można mówić o krajobrazie. Trzeba jednak pamiętać, że miasto ma inny puls – tu czułość nie polega na ciszy, ale na rytmie. Współczesne miasta zbudowały za dużo ścian, a za mało relacji. Architektura powinna tworzyć miejsca spotkań, a nie tylko obiekty.
Jak Pan rozumie odpowiedzialność architekta?
Odpowiedzialność to umiejętność rezygnacji. Architekt musi wiedzieć, kiedy powiedzieć „nie”. Nie formie, nie lokalizacji, nie inwestorowi. W świecie, który wszystko wypełnia, wartość pustki staje się bezcenna. Pustka pozwala oddychać, a cisza – słuchać. To, czego nie zbudujemy, bywa równie ważne jak to, co powstanie.
Jak uczy Pan swoich studentów w ETH Zürich?
Zachęcam ich, by projektowali z ciała, nie tylko z głowy. Rysunek to początek, ale nie koniec. Trzeba wziąć młotek, gwoździe, dotknąć materiału. Trzeba zrozumieć jego opór. Bo tylko wtedy można projektować uczciwie. I powtarzam im zawsze: nie zaczynajcie od formy, zacznijcie od pytania dla kogo? Architektura, która nie ma adresata, jest tylko gestem.
Często powtarza Pan, że wspólnota nie jest danym, lecz procesem. Jak tworzyć przestrzenie, które sprzyjają wspólnocie?
Wspólnota to nie idea – to codzienność. Powstaje tam, gdzie ludzie mogą się spotkać, ale też minąć. W moich projektach zawsze staram się dać wybór: możesz wejść w kontakt albo się wycofać. Prawdziwa wspólnota potrzebuje przestrzeni prywatnych i półpublicznych, które się przenikają. To trochę jak w rozmowie – cisza jest tak samo ważna jak słowa.
Kiedy patrzy się na Pana budynki, czuć w nich spokój i ciszę. Czy cisza może być kategorią projektową?
Cisza jest najwyższą formą klarowności. Powstaje, gdy wszystko jest na swoim miejscu. To nie brak dźwięku, lecz obecność sensu. Kiedy usuwasz zbędne, pozostaje to, co prawdziwe. Cisza jest przestrzenią, w której człowiek może usłyszeć siebie. I może dlatego moja architektura mówi szeptem – bo krzyk już dawno przestał być przekonujący.
Najnowszy numer Architecture Snob poświęcony jest czułości. Czym dla Pana jest czułość w architekturze?
Czułość to uważność, która ma odwagę działać. To nie jest miękkość, lecz siła bez przemocy. Czułość to decyzja, żeby nie dominować – ani miejsca, ani człowieka. To projektowanie, które widzi więcej niż tylko funkcję. W Casa Caminada próbowałem stworzyć przestrzeń, która nie mówi: „patrz na mnie”, tylko „wejdź, zostań”. Czułość to architektura, która nie szuka zachwytu, tylko porozumienia.
Czy czułość może być zasadą projektową przyszłości?
Jeśli architektura ma przetrwać, musi nauczyć się znowu odczuwać. Czułość to nie emocja, ale postawa. To świadomość, że każdy detal ma konsekwencję, że każde okno coś mówi o nas samych. Czułość wymaga odwagi, bo jest powolna. W świecie, który przyspiesza, to akt oporu. Ale wierzę, że właśnie ta powolność uratuje architekturę przed zapomnieniem.
Gion A. Caminada
Architekt i profesor ETH Zürich. Urodzony w 1957 roku w Vrin (Gryzonia). Jego projekty – od Stiva da Morts po Casa Caminada – łączą tradycyjne techniki drewniane z precyzją współczesnego myślenia o przestrzeni. Laureat nagrody Swiss Arc Award za całokształt twórczości. W swojej pracy łączy rzemiosło, filozofię i etykę. Wierzy, że architektura, tak jak człowiek, powinna mieć serce.




