ArchitectureTalks

Budząc spore zaskoczenie wśród hiszpańskich architektów pochodzący z Polski Andrzej Gwizdała wraz z Sofíą Piñero, Domingo J. González i Fernando Herrera wygrali konkurs na stworzenie Pawilonu Hiszpańskiego na Biennale Architektury w Wenecji. Z mieszkającym na Teneryfie polskim architektem rozmawiamy o niepewności w architekturze i współczesnym świecie.

 

 

Uncertainty zdj. Imagen Subliminal

Marcin Szczelina: Dlaczego postanowiliście wziąć udział w konkursie na stworzenie Pawilonu Hiszpańskiego na Biennale Architektury w Wenecji?

Andrzej Gwizdała: Przede wszystkim zaważył pragmatyczny czynnik możliwości wzięcia udziału. Po raz pierwszy ogłoszono bowiem konkurs otwarty- wcześniej zapraszano po prostu znanych architektów i proponowano im kuratorstwo. Co więcej, konkurs otwarto również dla osób spoza kraju i nie postawiono żadnych wymagań związanych z doświadczeniem i płynnością finansową. W Hiszpanii, niezależnie od skali i złożoności projektu, przetargi publiczne często zamykają drogę młodym architektom bez bogatego portfolio, zmuszając ich do współpracy z uprzywilejowanymi biurami, które spełniają wszystkie wymogi. Stwierdziliśmy, że skoro nadarza się okazja, trzeba spróbować. Na konkurs nadesłano 47 prac, a to, że wygraliśmy wywołało olbrzymie zaskoczenie w hiszpańskim światku architektonicznym. Pamiętam ten pierwszy telefon z gratulacjami, kiedy powiedziano nam jak niesamowite jest to, że jesteśmy tacy młodzi (wszyscy urodziliśmy się w 1988 roku) i działamy na Wyspach Kanaryjskich. Do tego jesteśmy mało znani i funkcjonujemy jako kolektyw skupiający się tylko nad pracą nad poszczególnymi projektami. Warto jednak zwrócić uwagę na to, iż fakt, że nie posiadamy biura, pozwolił nam przetrwać pandemię – gdybyśmy założyli wspólną działalność, prawie na pewno mielibyśmy problem z utrzymaniem jej.

 

W internecie jest bardzo mało informacji na twój temat. Dowiedziałem się, że pochodzisz z Krakowa, studiowałeś architekturę w Brukseli. Ale jak to się stało, że trafiłeś na Teneryfę?

Wyjechałem z kraju w wieku 15 lat, ale całą rodzinę mam w Polsce. W ramach Konkursu Burgundzkiego dostałem możliwość uczenia się w liceum we Francji. Potem pojechałem do Brukseli na studia, skąd w ramach Erazmusa wybrałem się do Madrytu. Hiszpania oczarowała mnie kulturą architektoniczną, która panuje w tym kraju od przeszło 30 lat i której nie zabił nawet kryzys z 2008 roku. Przykładowo, na Wyspach Kanaryjskich zamknęła się wtedy ponad połowa biur projektowych, ale jednak cały czas powstaje tu architektura bardzo wysokiej jakości. Po Erazmusie zrobiłem sobie gap year, w trakcie którego pracowałem w renomowanych firmach takich jak Studio Fuksas w Rzymie i Atelier Portzamparc w Paryżu. Później przyszedł czas na znalezienie stałej pracy, zacząłem więc wysyłać portfolia do biur w Hiszpanii. Ogromnie spodobały mi się prace biura GPY Arquitectos, zwłaszcza Akademia Sztuk Pięknych w La Lagunie, i pracuję dla nich od siedmiu lat.

 

A jak skompletowałeś zespół do konkursu na Pawilon Hiszpański? To twoi koledzy z pracy?

To moi znajomi, których poznałem przy okazji różnego rodzaju warsztatów i wydarzeń kulturalnych. Wszyscy byli w sytuacji niepewności zawodowej i stwierdziliśmy, że do doskonały moment, żeby tę niepewność przekuć na okazję.

 

Zawsze ciekawi mnie moment, w którym praktykujący architekci stają się kuratorami. To dla ciebie nowa ścieżka, którą chcesz podążać, czy raczej uzupełnienie praktyki zawodowej?

W moim przypadku to rzeczywiście wymarzona ścieżka zawodowa. Jedną z rzeczy, która jest dla mnie trudna w architekturze, jest czas realizacji przedsięwzięć. Na Wyspach Kanaryjskich projekty ciągną się latami i satysfakcja, jaką się czerpie z wykonywania zawodu, jest rozciągnięta na bardzo długi okres, a pragmatyczna ocena przyjętych strategii projektowych staje się wyjątkowo trudna. Dlatego podobają mi się projekty o mniejszej skali, które pozwalają troszkę szybciej zobaczyć rezultat swojej pracy i wyciągnąć z niego odpowiednie wnioski. Dzięki temu można zrozumieć czy dana propozycja ma sens czy może należy podążać inną drogą. Nam trafił się akurat wyjątkowy okres i pracujemy nad wystawą już od dwóch lat, ale przeważnie są to projekty powstające w ciągu trzech–czterech miesięcy. Fascynujący jest też dla mnie wymiar dydaktyczny pracy kuratora.

 

Wasz pawilon porusza temat niepewności. Jak rozumiecie to pojęcie w kontekście architektury?

Warto zwrócić uwagę na fakt, że po raz pierwszy w ponadstuletniej historii Biennale tematem było pytanie, a nie zdanie oznajmujące. Co więcej, Hashim Sarkis zadał pytanie bardzo otwarte: „Jak będziemy żyć razem?”. Zaczęliśmy się zastanawiać czy jako architekci jesteśmy w stanie na nie odpowiedzieć i czy z etycznego punktu widzenia powinniśmy to w ogóle robić. Doszliśmy do wniosku, że nie. Jako architekci powinniśmy być koordynatorami dialogu społecznego. Powinniśmy szukać sposobu, żeby poszerzyć a zarazem uściślić to wyjściowe zagadnienie poprzez serię bardziej specyficznych pytań, które możemy zadać zwiedzającym nasz pawilon, ale też całemu społeczeństwu. To ono powinno ostatecznie na nie odpowiadać. Rolą architektów jest owo zagadnienie kontekstualizować– tłumaczyć je w odniesieniu do współczesnej, szybko zmieniającej się rzeczywistości. Dlatego wystawa przedstawia projekty, które są wynikiem procesu, w którym zawsze główną role pełnią obywatele. W Pawilonie zapraszamy odwiedzających do dalszego zgłębiania tych procesów i zastanawiania się jak może wyglądać nasze wspólne życie, w Hiszpanii czy na całym świecie.

Natalia Hatalska, analityczka trendów, która zajmuje się m.in. badaniami nad przyszłością miast, mówi, że kompetencją przyszłości będzie właśnie umiejętność zadawania właściwych pytań, a także wyszukiwania i selekcjonowania znalezionych informacji.

Jak nigdy wcześniej, obecnie odkrywamy, że odpowiedzi szybko mogą okazać się przestarzałe. Musimy dostosować się do prędkości zmian społecznych, jakie dziś obserwujemy. Mój ulubiony pisarz Mario Benedetti kiedyś powiedział, że kiedy myśleliśmy, że mamy już wszystkie odpowiedzi, nagle zmieniono nam pytania. Myślę, że to zdanie dobrze obrazuje świat, w jakim dzisiaj muszą funkcjonować młodzi architekci.

 

Pytanie o to jak będziemy żyć razem traktujecie bardzo szeroko – do swojej wystawy zaprosiliście nie tylko architektów, ale też twórców innych dziedzin.

W Pawilonie pokazujemy o wiele więcej niż tylko 34 końcowo wybrane prace. Pierwszą decyzją po wygraniu wcześniej wspomnianego konkursu było przeprowadzanie open callu, wychodząc z założenia, że powinniśmy dać podobna szansę tym, którzy podobnie jak my nie mieli wcześniej dostępu do tego typu wydarzeń. Poprosiliśmy architektów z całej Hiszpanii o wysłanie nam prac o wymiarze interdyscyplinarnym i o mocnym charakterze społecznym. Nie było żadnych wymogów odnośnie powierzchni, budżetu czy doświadczenia. W efekcie dostaliśmy 466 zgłoszeń od projektantów w przeróżnych momentach swoich karier. Prace utytułowanych architektów widnieją teraz w Pawilonie obok prac osób, które ledwo ukończyły studia, dzięki czemu wystawa oferuje prawdziwie panoramiczny obraz architektury hiszpańskiej. Charakter transdyscyplinarny jest natomiast związany z naszym postrzeganiem niepewności jako przestrzeni refleksji, w której możemy dyskutować na temat zbyt utrwalonych w świadomości społecznej granic naszego zawodu. Co ciekawe jako architekci, już od czasów studiów, często sami celowo utwierdzamy tę zamkniętą koncepcję naszego zawodu. Dlatego, w pawilonie zaproponowaliśmy przeróżnego rodzaju zestawienia konceptualne, które normalnie uważa się za sprzeczne. Chcemy na przykład pokazać, że tradycja i innowacja mogą jak najbardziej iść w parze. Takie niekonformistyczne połączenia zmuszają do dalszej refleksji, do nieustającego poszukiwania nowych pytań, które lepiej odzwierciedlają płynną rzeczywistość w jakiej żyjemy.

 

Masz swoją ulubioną pracę spośród tych, które wybraliście?

Nawet kilka. Wszystkie 34 końcowo wybrane prace bardzo mi się podobają. Muszę przyznać, że przed Biennale miałem pewną ekskluzywną wizję architektury, jednak po roku spędzonym nad zgłoszeniami do Pawilonu Hiszpańskiego, zupełnie wyzbyłem się tych uprzedzeń– jestem tylko i wyłącznie zafascynowany tym co widzę i wszystkie te realizacje wydają mi się pasjonujące. Osobiście zwróciłbym uwagę na projekt Foll(i)cle nadesłany przez biuro Pareid i wykonany w Bangkoku. Architekci zaprosili do udziału grupę ludzi z całego miasta. Podczas pierwszych warsztatów dyskutowali z mieszkańcami na temat życia w stolicy Tajlandii w kontekście zanieczyszczenia powietrza. Zaraz po debacie poprosili każdego z nich o pukiel włosów oraz wypełnienie krótkiej ankiety dotyczącej miejsca zamieszkania. Włosy zostały zbadane toksykologicznie i na tej podstawie powstała mapa zanieczyszczeń powietrza w całym mieście. W końcu zaproszono uczestników ponownie, żeby zweryfikować jak przekonania o zanieczyszczeniach mają się do rzeczywistości. To niesamowity projekt, który łączy transdyscyplinarną architekturę z procesami partycypacyjnymi o wymiarze dydaktycznym. Ukazuje zupełnie nową wizję pracy w naszym zawodzie. 

 

Czym wyróżnia się Pawilon Hiszpański na tle pawilonów innych państw? Jak przekuliście wasze idee na przestrzeń? 

Specyfiką Weneckiego Biennale jest to, że zebrane są tam projekty różnych maści, różnych rozmiarów i o różnych budżetach. To miejsce, w którym trudno jest przykuć zainteresowanie widza i należy zwrócić uwagę na to jak w wyrazisty sposób przedstawić swoje idee. Nasz pawilon przyjmuje bardzo jasny układ przestrzenny w oparciu o dwie strefy: przestrzeń centralną, którą nazywamy „Chmurą niepewności”, i okalającą ją przestrzeń wystawową, w której przedstawiane są wszystkie projekty. W „Chmurze” zebrane jest 7000 zawieszonych w powietrzu kartek, na których znajdują się portfolia otrzymane przez open call. Na poziomie metaforycznym ma ona przedstawiać nasze zatomizowane społeczeństwo, w którym – jak się nas przekonuje – wszyscy jesteśmy indywidualistami i nie posiadamy wspólnych strategii ani celów. Jednak przestrzeń wokół pokazuje, że ta wizja nie odpowiada rzeczywistości i tak naprawdę istnieje między nami wiele połączeń. Ta pozornie statyczna i rozproszona „Chmura” jest raczej dynamiczną i zespoloną siecią, w której powstają mikropołączenia dające potencjał na zmianę ogółu. Aby zobrazować te współzależności pomiędzy projektami, wymyśliliśmy mechanizm „losowania”. Za pomocą gry świateł i krótkich filmów pozwala on jednorazowo łączyć projekty w zależności od granic konceptualnych które kwestionują. W ten sposób zyskujemy wystawę, która z każdą wizytą wydaje się inna, która odzwierciedla ciągłą zmienność naszej rzeczywistości i nie proponuje gotowych rozwiązań. Każdy odwiedzający widzi co innego i ma możliwość interpretacji tego co widzi po swojemu. 

 

Brzmi to jak coś, czego nie można obejrzeć w pięć minut.

Stwierdziliśmy, że musimy postawić przede wszystkim na pewien rodzaj doświadczenia. To właśnie poprzez unikalne doświadczenie staramy się zaintrygować odwiedzających i zaprosić ich do dalszego tworzenia własnych połączeń między projektami, do kwestionowania zestawień zasugerowanych przez Pawilon. Wystawa skłania do wielokrotnych wizyt i pozwala różnym widzom na różne poziomy interpretacji.

 

Na stronie internetowej waszego Pawilonu znalazł się bardzo eklektyczny wybór tekstów o niepewności, które niekoniecznie odwołują się bezpośrednio do architektury.

Chcieliśmy pokazać wiele punktów widzenia. Przez cały Pawilon przenika szersza myśl o tym, że bardziej niż promować nowe dogmaty, musimy tworzyć przestrzenie dialogu i szukać różnorodności głosów w debacie na temat naszej wspólnej przyszłości. Wierzymy, że to właśnie mnogość i rozmaitość postaw odróżnia nas od poprzednich generacji i wzbogaca naszą odpowiedź na pytanie o to jak będziemy żyć razem. W związku z tym, eklektyczność jest cechą zarówno tekstów na stronie, jak i przedmiotów w Pawilonie. Ma ona inspirować i zapraszać odwiedzających do zabrania głosu w tej ważnej debacie.

 

Jakie są twoje oczekiwania wobec obecności waszej wystawy na Biennale?

W nadchodzących miesiącach, na kanwie popularności Pawilonu, chcielibyśmy zaprosić szerokie grono architektów oraz ekspertów z innych dziedzin do dyskusji na temat potencjału niepewności i równocześnie coraz bardziej poszerzać krąg prac zawartych w „Chmurze” Miejmy nadzieje, że ta „niepewność” zostanie przekuta na okazję, że stanie się ona swoistym punktem wyjścia dla szerszej dyskusji na temat granic naszego zawodu i roli architektów w społeczeństwie.